środa, 30 października 2013

Rozdział XXII

Jak zwykle na peronie 9 i 3/4 był ruch. Dzieciaki biegały w różne strony a dorośli wszystko uważnie obserwowali. Byłam ciekawa, jak poradzi sobie Vivienne. Nie zauważyłam ich nigdzie. Po pożegnaniu się z rodzicami wsiadłam do pociągu i zaczęłam szukać przedziału z osobami znajomymi. Idąc korytarzem mijałam wielu uczniów których znałam z widzenia. Wtem zauważyłam jakieś zamieszanie w przejściu między wagonami. Podeszłam tam szybko i ku swojemu przerażeniu ujrzałam Goyle'a, Crabbe'a i Parkinson dokuczających Vivienne.
- Może takiej smarkuli przyda się mała lekcja stosunków między czarodziejami a takimi jak ty?- spytała Pansy.
- A może tobie się przyda lekcja obrywania w nos?- wtrąciłam się. Postanowiłam zachować zimną krew i bronić małej.
- O proszę, nasza gwiazda pyskówki się pojawiła- skomentował to Crabbe i uśmiechnął się- zostałaś obrończynią praw szlam?
- Ona jest półkrwi- odpowiedziałam spokojnie- wkrótce będzie też pełnoprawną uczennicą Hogwartu. Zaczynając naukę tutaj nie myślała, że natknie się na was- gestem dłoni przywołałam ją do siebie i odeszłyśmy.
- Czy wszyscy uczniowie tacy są?- spytała Vivienne niemal ze łzami w oczach.
- Trafiłaś akurat na kwiat Slytherinu- odpowiedziałam zażenowana, ukradkiem oglądając się na kolegów z domu- ale nie wszyscy tacy są. Nie masz co się denerwować, tylko z uśmiechem rozpocząć naukę.
- Moja pewność siebie maleje...- stwierdziła dziewczyna.
- Zaraz wzrośnie- pocieszyłam ją i trafiłyśmy na przedział zajęty przez pierwszorocznych. Siedzieli jak na kazaniu.
- Cześć- przywitałam się promiennie. Pierwszy raz widziałam tyle przestraszonych oczu- przyprowadziłam wam koleżankę. Poznajcie się- delikatnie popchnęłam Vivienne do środka- śmiało, nie wstydźcie się!- zamknęłam drzwi i odeszłam. Trochę mi głupio, że ją tak wpakowałam, ale nie chciałam jej narażać na nieprzyjemności, gdy do przedziału wejdzie Teodor czy bliźniaczki. A przy okazji pomóc jej w nawiązaniu nowych przyjaźni.
Udało mi się znaleźć przedział w którym siedział Teodor.
- Cześć- przywitałam się i weszłam do środka.
- Siedzi z nami Millicenta, bliźniaczki i Dafne- uprzedził mnie. Kiwnęłam głową i położyłam rzeczy na półce. Dopóki nie dowiem się, gdzie trafi Vivienne, będę się o nią denerwować.Usiadłam obok Teodora.

Podróż przebiegła spokojnie. Millicenta opowiadała nam o swoich 'arcyciekawych' wakacjach w Walii. Udawaliśmy zaciekawionych. Wraz z zakończeniem, poczuliśmy wolność.
- Pandy, ja pójdę do Malfoya- powiedział Teodor i wstał.
- Tylko nie dokuczajcie dzieciakom- poprosiłam. Uśmiechnął się lekko i wyszedł.
- Ja bym na twoim miejscu go nie puszczała tak byle gdzie- stwierdziła Flora.
- Kiedyś może zrobić coś brzydkiego- dodała Hestia.
- O co wam chodzi?- spytałam zdziwiona- on nie jest moją własnością i nie będę go traktować jak zwierzęcia. Jak coś zrobi, to jego sprawa.
- Dajcie spokój- wtrąciła się Dafne- może się przejdźmy i wyprostujmy kości- z chęcią wyszłam na korytarz i się przeszłam. Minęłam przedział bandy Malfoya. Bawili się dobrze, czytając Proroka Codziennego. Udało mi się znaleźć Vivienne. Rozmawiała na korytarzu z dziewczynką, która miała krótkie, brązowe włosy i czerwone okulary.Wyglądały na bardzo pochłonięte sobą. Nie chciałam im przeszkadzać. Jednak mała mnie dostrzegła.
- Hej Pandy!- zawołała i podeszła do mnie- znalazłam już koleżankę. To Emily Swan.
- Miło mi cię poznać, Emily- powiedziałam- jestem Pandora Hill- uścisnęłyśmy sobie dłonie.
- Vivienne dużo o tobie opowiadała- ta informacja mnie zaskoczyła. Uśmiechnęłam się lekko.
- A co dokładnie mówiłaś?- spytałam małej.
- Wszystko!- odpowiedziała uradowana- jak mi pomogłaś z zakupami, obroniłaś przed tamtymi, że masz chłopaka i to jak mi opowiadałaś o szkole!
- Sporo się przy okazji dowiedziałam- dodała Emily- wprawdzie pochodzę z rodu czystej krwi, ale jestem najstarsza i dopiero przecieram szlaki moim dwóm braciom.
- A macie typy, gdzie mogłybyście trafić?- spytałam. Spojrzały po sobie i z małym zakłopotaniem machnęły ramionami.
- Moi rodzice byli w różnych domach. Dużo osób twierdzi, że wdałam się w mamę, a ona była w Hufflepuffie- stwierdziła Emily- gdybym tam trafiła razem z Vivienne, byłoby świetnie.
- Możecie poprosić Tiarę Przydziału, żeby wybrała dla was najlepszy dom- doradziłam im- na pewno weźmie to pod uwagę...- naszą rozmowę przerwało nagłe wpadnięcie na mnie drobnej blondynki.
- Przepraszam- powiedziała sennym głosem- to wszystko przez nargle. Ich bzyczenie mnie wyprowadziło z równowagi- po chwili wyciągnęła w moją stronę plik gazet- może Żonglera?
- Poproszę- odpowiedziałam, chcąc być uprzejma. Dała mi jedną.
- Jeśli robisz to z uprzejmości, to nie zmuszaj się- poprosiła. Zaskoczyła mnie bezbłędnym rozszyfrowaniem moich uczuć.
- Nie słyszałam o takiej gazecie- odpowiedziałam, czując, że może być jej przykro- jestem ciekawa.
- Cieszę się- stwierdziła i lekko się uśmiechnęła- jestem Luna Lovegood, a tą gazetę wydaje mój ojciec.
- Miło mi cię poznać. Jestem Pandora Hill. Może ci pomóc w kolportażu?
- Poradzę sobie- odpowiedziała- jesteś bardzo miła. Muszę iść dalej i rozdawać. Do zobaczenia w szkole- pożegnała mnie i poszła dalej. Nie czekając na reakcję dziewczynek otworzyłam gazetę. To, co w niej ujrzałam zaskoczyło mnie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz