piątek, 11 października 2013

Rozdział XVIII

Następnego dnia byłam przygotowana na drogę. Tata odprowadził mnie na peron. Podróż trwała parę godzin, bo czasami pociąg stawał w miejscu. W końcu dojechałam. Trafiłam na małą wieś, gdzie co jakiś czas ukazywał się mały domek z gospodarstwem i polem różnej uprawy. Nie miałam pojęcia, gdzie się skierować. Wtedy przypomniałam sobie o Zaklęciu Czterech Stron Świata. Schowałam się do ciemnego boru, żeby nikt mnie nie widział.
- Wskaż mi- szepnęłam, myśląc o Anastazji, a z mojej różdżki wypłynęła nitka. Dzięki temu wiedziałam, gdzie mam się kierować. Szłam powoli i obserwowałam otoczenie. Obawiałam się, że mógłby mnie ktoś zaatakować i ograbić. Miałam różdżkę pod ręką. Droga wydawała się nie mieć końca. Po półgodzinie ukazał mi się bajkowy dom. Pistacjowy, w stylu klasycznym i ogrodem. Przy drzwiach stały dwa duże gryfy. Wzięłam głęboki oddech i zapukałam w drzwi. Po chwili otworzył mi wysoki chłopak z ciemnymi włosami i wielkimi, błękitnymi oczami.
- Kto eto?- spytał po rosyjsku.
- Mienia zawod Pandora- przedstawiłam się- vu zdjes sfietie Anastazja?
- Da- odpowiedział zaskoczony i odszedł. Pozwoliłam sobie wejść do środka. W środku wyglądało to jeszcze bardziej okazale. Portrety różnych osób na ścianie spały. W kominku palił się ogień i oświetlał niedźwiedzie skóry na ścianie. Złotą poręcz marmurowych schodów ozdabiała głowa węża.
- Mama, ona- usłyszałam po chwili głos tego chłopca. Po chwili ujrzałam jego i Anastazję. Miała jasne włosy związane w warkocz, suknię z szerokim rondem i oczy tego samego koloru co ja.
- Merlinie...- szepnęła i odwróciła się do chłopca- Dimitr, ostawcje nas w pokoje- kiwnął głową, spojrzał na mnie i pobiegł po schodach do góry. Stałyśmy na przeciwko siebie w ciszy. W oczach Anastazji zbierały się łzy. Trzymała się na twarz- nie mogę w to uwierzyć. To naprawdę ty, Pandora?
- Tak- odpowiedziałam. Czułam, że nogi zmieniają się w cement- ty jesteś Anastazja...- rozpłakała się. Po chwili z kieszonki wyjęła chusteczkę i wytarła oczy.
- Przepraszam- powiedziała i spojrzała na mnie- proszę, usiądź. Pewnie przebyłaś kawał drogi- wskazała na dwa fotele przed kominkiem. Usiadłam i zaczekałam, aż ona zajmie swój.
- Jak ci się udało mnie znaleźć?- spytała.
- Ktoś mi przysłał dwa listy, z których jeden był twój- odpowiedziałam- w nich wyczytałam prawdę o sobie. Z pomocą taty przyjechałam do Petersburga i przyjechałam tutaj sama. Pomogłam sobie też Zaklęciem Czterech Stron Świata.
- Ten ktoś wywrócił ci życie do góry nogami, prawda?- zadała kolejne pytanie. Po chwili podeszła do nas dziwna istota, ubrana w poszarpaną sukienkę. Anastazja coś do niej powiedziała. Istota kiwnęła głową i odeszła- zaraz Mania przyniesie nam herbaty. Kontynuujmy.
- Tak, wywróciło- odpowiedziałam i przypomniałam sobie tamtą chwilę- nie wiem kto i w jakim celu to przysłał, ale miał w tym jakiś cel. Pokłóciłam się z rodzicami ale niedługo potem pogodziłam się.
- Też nie wiem, kto to mógł zrobić- stwierdziła- chcesz poznać historię twoich narodzin i jak do tego doszło?- czytała mi w myślach. Kiwnęłam nieśmiało głową. Mania przyniosła nam wielki samowar, z którego nalała nam herbaty i odeszła. Anastazja wypiła herbatę i spojrzała mi głęboko w oczy.
- Miałam 17 lat, gdy cię urodziłam- zaczęła. Zaskoczyła mnie- twój ojciec był ode mnie starszy o rok. Byliśmy parą w szkole. Gdy w siódmej klasie rodzice zgodzili się, bym odwiedziła go na ferie wielkanocne, nie myśleli, tak jak i ja, że wrócę do szkoły w ciąży. Udawało mi się ukrywać ciążę do ukończenia nauki. On się o wszystkim dowiedział i kazał mi porzucić dziecko. Rodzice też tego chcieli, jednak zdali sobie sprawę, że może dojść do skandalu i postanowili, że oddam dziecko do mugolskiego domu dziecka a potem ożenię się z wdowcem z Rosji. Musiałam przystać na te warunki, bo inaczej mogłam zostać wydziedziczona i tułać się z dzieckiem po świecie. Postąpiłam tak jak mi kazali i po paru miesiącach wyszłam za Ivana, po czym przeniosłam się tutaj.
- A co Rabastan na to?- spytałam. Na sam dźwięk tego imienia Anastazja skrzywiła się.
- Rabastan... Nie mieliśmy ze sobą kontaktu od kiedy dowiedział się o tobie. Tuż przed moim ślubie został zamknięty w Azkabanie za doprowadzenie do szaleństwa pewnych aurorów.
- Dlaczego to zrobił?- ta informacja była dla mnie bardzo zaskakująca.
- Tuż po szkole przyłączył się do śmierciożerców, tak jak starszy brat i jego żona- wyjaśniła i spojrzała w kominek- mogłam się tego spodziewać.
- Mimo wszystko go kochałaś?- uśmiechnęła się.
- W głębi serca myślałam, że się z tego wycofa, dla mnie... Ale on by tego nie zrobił nawet, gdyby mnie naprawdę kochał- westchnęła- należał do rodu, który od zawsze popierał tego Voldemorta.
- Jak to odebrałaś?
- Byłam w szoku, że dopuścił do takiego czynu. Ale zdałam sobie sprawę, że to już jest po za zasięgiem moich zainteresowań. Zajęłam się moją nową rodziną. Ivan okazał się być wspaniałym mężczyzną. Dymitr, ten który otworzył ci drzwi, jest naszym wspólnym synem. Oprócz tego, mamy jeszcze dwójkę dzieci z jego poprzedniego małżeństwa i jedną wspólną dziewczynkę.
- Duża rodzina- stwierdziłam i uśmiechnęłam się- cieszysz się z niej?
- Wiele dla niej poświęciłam- stwierdziła i poprawiła się- są dla mnie bardzo ważni.
- Mama?- usłyszałam znajomy głos. Ktoś, a nawet więcej ktosiów pojawiło się na schodach. Stwierdziłam, że to pewnie wspomniane dzieci i poczekałam, aż do nas podejdą. Jakże wielki był to szok, gdy odkryłam, kto do nas przyszedł....

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz