czwartek, 10 października 2013

Rozdział XVI

- Mamo, tato, mam chłopaka- poinformowałam ich przy śniadaniu. Nie zrobiłam tego wczoraj wieczorem, bo byłam już zmęczona. Ojciec się zakrztusił. Mama poklepała go po plecach i po chwili odzyskał oddech.
- Kto to? Z jakiego domu? Ile ma lat?- spytała mama.
- To Teodor, kolega z mojego domu. Jest o rok starszy- odpowiedziałam- opowiadałam wam o nim.
- Już się bałem, że z tym Lwem jesteś...- westchnął tata.
- Przecież pisałam, że pogodziłam go z Katją- odpowiedziałam i nalałam sobie herbaty- chcą mi przysłać zaproszenie na ślub.
- No, to ładnie ich pogodziłaś- zaśmiała się mama. Opowiedziałam im, o tragedii na turnieju i o Voldemorcie. Pocieszyli mnie, że na pewno nic mi nie grozi i że będzie dobrze. Denerwowałam się, bo on likwiduje czarodziei pochodzenia mugolskiego, a ja jestem jedną z takich.

Ta jedna chwila zniszczyła mi życie. Świat przewrócił się do góry nogami.
Wraz z kolejną prenumeratą Proroka Codziennego przyszła inna sowa. Najpierw odebrałam gazetę i zapłaciłam kurierowi a potem zajęłam się drugim przybyszem. To była zwykła koperta. Aurora nie zareagowała dobrze na innego przedstawiciela swojego gatunku. Nie poznałam danych osoby, która ją wysłała. Po otwarciu, przestało mieć to znaczenie. Znajdowały się w niej dwa listy.
Drogi Lucjuszu. Anastazja zrobiła tak jak jej kazaliśmy. Pozbyła się bachora. Mam nadzieję, że ta historia się zakończyła. Jeszcze tego by brakowało, żebym musiał wychowywać bękarta. Rudolf by mnie wyśmiał a Bellatriks potraktowała serią różnych zaklęć. Wiesz, jak ona jest przywiązana do rodowych wartości. Po za tym, nie interesuje mnie los tej małej. Niech przepadnie. Dobrze, że twój mały nie przyszedł na świat w taki sposób. Pozdrów żonę i przygotuj na kolejne spotkanie z całą grupą. Podobno jaśnie pan Crabbe ma się pojawić. Rabastan.
Co ma oznaczać ten list? Dlaczego go dostałam? Może sowa się pomyliła? Drugi list wyjaśnił wszystko.
Moja droga. Odnalazłam małe szczęście razem z Ivanem. Do dokładnej obserwacji jego rodzice zgodzili się na wprowadzenie się nas do rezydencji pod Petersburgiem. Dzieci Ivana nazywają mnie już 'mama'. Chciałabym to usłyszeć od mojej malutkiej Pandorki, za którą bardzo tęsknię. Mam nadzieję, że trafiła w dobre ręce i ma szczęśliwe dzieciństwo. Moi rodzice wkrótce nas odwiedzą. A co u Ciebie, kochana? Mąż i synek nie dokazują? Radzisz sobie w tak wielkim domu? 
Podam ci adres, gdzie teraz mieszkam i jak się do mnie dostać, jeśli chciałabyś mnie odwiedzić.
Kovalyovo, obwód leningracki. Gdybyś zdecydowała się mnie odwiedzić, wyślę ci świstoklik, który przeniesie cię niedaleko rzeki. Tam cię już znajdę. Mieszkamy w takiej ogromnej, bajkowej rezydencji. Rosjanie potrafią tworzyć piękne budowle. Sama zobaczysz. Ściskam mocno i ciepło. Anastazja. 
Czy to oznacza, że moją matką jest Anastazja? Kim ona jest? A ten Rabastan co ma z tym wszystkim wspólnego? Dałam sowie troszkę jedzenia i picia, po czym odleciała. Zeszłam do rodziców, by to wyjaśnić. Mama czyściła podłogę i rozmawiała z tatą.
- Dlaczego mi nie powiedzieliście, że jestem adoptowana?- spytałam. Obydwoje zastygli w miejscu. A jednak... Do oczu napłynęły mi łzy.
- Pandorko...- zaczęła mama- to długa historia. Powiedz mi najpierw, skąd się o tym dowiedziałaś?
- Dostałam jakieś listy- odpowiedziałam- kiedy zamierzaliście mi powiedzieć?
- Na pewno nie teraz- odpowiedział tata- chcieliśmy poczekać, aż dorośniesz. Wiedzieliśmy, że może to być dla ciebie szok.
- Tak? A jakbyście mi powiedzieli później to też nie byłby dla mnie szok?- czułam nerwy. Nie mieściło mi się to wszystko w głowie.
- Wtedy byłabyś dojrzalsza i lepiej to przyjęła- powiedziała mama.
- Uważasz, że teraz nie jestem dojrzała?!- teraz mnie zdenerwowali- myślałam, że nie mamy przed sobą żadnych tajemnic! Że mogę wam ufać! A wy mnie okłamywaliście przez tyle lat! Nienawidzę was!- z płaczem wybiegłam z salonu i znalazłam się w swoim pokoju. Padłam na łóżko. Nie wiem, co mam teraz o sobie sądzić. Kim jestem? Kto jest moją prawdziwą rodziną? Moje szczęście zostało zniszczone przez te głupie listy. Nawet nie wiem, kto je przysłał. Po wybuchu rozpaczy uspokoiłam się trochę i odetchnęłam. Wzięłam do ręki listy i ponownie je przeczytałam. Wynika z tego, że Anastazja i Rabastan mieli ze sobą romans, z którego narodziłam się ja. Rabastan mnie nie chciał i Anastazja musiała mnie oddać. Tylko dlaczego? Nie mogła mnie wychowywać? Skoro mam adres do niej, muszę się dowiedzieć. Ale to gdzieś w Rosji, a ja tam nigdy nie byłam. Gdy mama weszła do mojego pokoju, jej oczy były pełne łez. Zdałam sobie sprawę, że źle ich potraktowałam.
- Pandorko...- zaczęła mówić trzęsącym się głosem- wiedzieliśmy, że może dojść do takiej sytuacji, dlatego chcieliśmy ci o tym powiedzieć dopiero, gdy będziesz już dorosła. Nie miej do nas żalu. Chcieliśmy dać ci szczęśliwe dzieciństwo.
- Powiesz mi, jak tutaj trafiłam?- spytałam. Chciałam poczekać z przeprosinami. Kiwnęła głową i obie zeszłyśmy do salonu. Tata siedział skulony na fotelu. Gdy nas zobaczył, wyprostował się.
- Musimy jej wszystko wyjaśnić- powiedziała mama poważnym tonem. Usiadła obok niego a ja na przeciwko nich.
- Nie możemy mieć dzieci- zaczął tata- dlatego zdecydowaliśmy się na adopcję. Wcześniej mieszkaliśmy w Stevenage, tam gdzie babcia. Długo nie mogliśmy się zdecydować, które dziecko wybrać. Pewnego dnia, na placu zabaw zobaczyliśmy ciebie. Byłaś śliczną dziewczynką z pięknymi oczami i słodkim uśmiechem. Kiedy spojrzałaś na nas, musieliśmy ciebie zabrać. Twoja opiekunka ostrzegła nas, że wokół ciebie dzieją się dziwne rzeczy, ale nie przejęliśmy się. Odwiedzaliśmy cię przez parę dni i poznawaliśmy bliżej. W końcu udało nam się ciebie adoptować i zabraliśmy cię do babci. Rok później przeprowadziliśmy się do Londynu. Jak miałaś 4 latka zaczęły się ujawniać twoje zdolności. Potrafiłaś być najpierw w salonie a chwilę później na strychu, przedmioty które upuściłaś nie tłukły się no i zmieniałaś kolor zabawek. Babcia od razu stwierdziła, że jesteś dzieckiem czarodziejów. Byliśmy szczęśliwi, że mamy takie niezwykłe dziecko...- rodzice przygarnęli mnie, mimo, że potrafiłam czarować. Myślałam, że zwykli ludzie traktują magię tak jak wujostwo Harrego. Oni naprawdę cieszą się moimi sukcesami...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz