Przez te ostatnie dni do końca roku wszyscy byli smutni. Dziewczyna Cedrika, Cho Chang cały czas płakała. Otaczały ją przyjaciółki z jej domu, Ravenclawu. Profesor Sprout była przygnębiona. Cóż, w końcu straciła swojego wychowanka. Mimo tego, stara się prowadzić zajęcia. Największym szokiem było ujawnienie prawdy o profesorze Moodym. Wszystko wyglądało na jeden wielki spisek, żeby doprowadzić do odrodzenia Voldemorta.
Po ostatniej w tym roku transmutacji wybrałam się do Hogsmeade. Chciałam kupić słodycze dla moich rodziców. Wciąż myślałam o tym, co się ostatnio wydarzyło. Dlaczego musiał zginąć Cedrik? Może dlatego, że był świadkiem odrodzenia, a nie powinno go być? Znalazł się w niewłaściwym miejscu o niewłaściwej porze... Wzięłam sporo tych słodyczy, co mnie samą zaskoczyło. Po chwili pomyślałam, że dopiero za parę miesięcy się tutaj pojawię, więc nie będę sobie żałować. Po kupieniu wszystkiego przeszłam się jeszcze raz po mieście, by zapamiętać jak najwięcej. Jest piękne i ma swój klimat. Zupełnie inne niż Londyn. Spokojnie wróciłam do pokoju wspólnego i położyłam zakupy do skrzyni. Spakowałam też większość rzeczy, zostawiając na wierzchu tylko piżamę i kosmetyki. Gdy wyszłam, większość ludzi była w dormitoriach. Myślałam, że chociaż posiedzę z bliźniaczkami, ale one też gdzieś poszły. Chciałam już wyjść na błonia, ale dojrzałam kątem oka, że spod buta wystaje mi coś jasnego. Podniosłam to i przyjrzałam się uważnie. Było to zdjęcie jakiejś wieloosobowej rodziny. Na środku siedzieli rodzice a dookoła dzieci. Kobieta była ubrana w ciemną sukienkę a ciemnobrązowe włosy miała splecione w warkocz. Obok niej, mąż, miał na sobie frak i czarne, krótkie włosy. Synowie, a było ich trzech, byli ubrani w eleganckie ubrania. Chłopiec siedzący obok matki wyglądał znajomo... To Teodor! Poznałam go po wyrazie twarzy. A więc to jego rodzinne zdjęcie! Przyjrzałam się jego matce. Jest bardzo do niej podobny. Ona sama była bardzo ładna. Jednak kamienna twarz ograniczała jej urodę. No i starsi bracia Teodora, Phillip i Andrew.
- Wbrew pozorom byliśmy dobrą rodziną- odezwał się nagle Teodor. Zaskoczył mnie.
- Jesteś bardzo podobny do swojej mamy- stwierdziłam i uśmiechnęłam się.
- Dużo osób mi to mówiło- uśmiechnął się. Był taki uroczy, gdy to robił- mogę odzyskać fotografię?- wyciągnął dłoń. Spojrzałam na niego i oddałam ją. W jego ciemnych oczach dojrzałam iskierkę radości. W pewnej chwili moją twarz oblał rumieniec. Wiedziałam, co się stało, dzieje i stanie. Te oczy zbliżały się, aż mogłam dojrzeć w nich swoje odbicie.
- Mówię wam, teraz się zacznie...- nagle do pokoju wkroczył Draco z kolegami. Odsunęliśmy się od siebie.
- Hej, Nott!- zawołał Zabini- spakowany?
- Już niedługo kończę- odpowiedział i schował zdjęcie do kieszeni. Wyszłam na korytarz. Ciągle myślałam nad tym, co się stało. Czy on naprawdę mnie kocha i chciał pocałować? Nagle znalazłam się na dziedzińcu, tuż przed Dafne.
- Pandy, wszystko w porządku?- spytała. Wróciłam do rzeczywistości i kiwnęłam głową. Ona spojrzała na mnie i lekko się uśmiechnęła- Zrobił to?
- Co?- zdziwiłam się. Ale po chwili dotarło do mnie, o co jej może chodzić- Próbował, ale Draco nam przeszkodził- zrobiłam się cała czerwona- wiedziałaś...?
- Teodor właśnie dlatego cię unikał. W końcu zwierzył mi się. Wtedy przyszłaś ty i musiałam ci coś powiedzieć, byś się nie domyśliła. W końcu sam się zdecydował wykonać ruch- wyjaśniła- ale cieszy mnie to.
- Czyli on mnie naprawdę kocha?- spytałam, czując falę gorąca.
- Myślę, że tak- odpowiedziała. Po tej rozmowie przeszłam się na błonia, żeby sobie wszystko przemyśleć. Nie myślałam, że Dafne okaże się powierniczką tajemnic Teodora. Ale nawet lepiej, że nie zwierzał się Pansy czy Milicencie, bo by mogły rozgadać a wtedy zarówno ja i on moglibyśmy spalić się ze wstydu.
- Pandy!- obok siebie znalazłam bliźniaczki.
- Co się z tobą dzieje?- spytała Flora. Zorientowałam się, że o mało nie weszłam w grządki Hagrida. Wycofałam się szybko i razem z bliźniaczkami skierowałam się do zamku.
- Myślę o wszystkim, co się dzieje ostatnio- skłamałam.
- Daj sobie spokój- powiedziała Hestia- było minęło.
Zamiast kolorów wygranego domu, Wielka Sala była ozdobiona w czarne szarfy i wizerunki Cedrika. Wciąż bardzo żałowałam, że zginął i nie doczekał końca roku. Zamiast tych smutnych dekoracji mogły by wisieć kolory domów albo wizerunki Harrego jako zwycięzcy turnieju. Usiadłam obok bliźniaczek. Wszyscy powoli zajmowali miejsca przy stołach. Chciałam już znaleźć się w domu i mieć za sobą ciężką podróż. Obok mnie usiadł Zabini. Trochę mnie to ucieszyło, bo miałam pewność, że mnie nie pochlapie, jak Crabbe i Goyle na początku roku. Nauczyciele byli w komplecie a profesor Dumbledore czekał, aż wszyscy wejdą.
- Nott, chodź tutaj!- zawołał Goyle i wskazał puste miejsce na przeciwko mojego. Ten szybko je zajął. Spojrzeliśmy na siebie. Uśmiechnęliśmy się do siebie i zaraz dyrektor stanął za mównicą. Spóźnialscy zajęli szybko miejsca.
- Moi drodzy- zaczął przemówienie- ten rok szkolny kończy się smutkiem. Wśród nas nie ma już Cedrika Diggorego, ucznia, który łączył w sobie cechy idealnego Puchona. Zginął tragicznie, w starciu z odradzającym się Voldemortem- przez salę przeszła fala pomrukiwań i szeptów- tak, to prawda, Lord Voldemort odrodził się, wśród swoich popleczników i na oczach dwóch niewinnych chłopców. My, społeczność czarodziei musimy teraz się zjednoczyć i być silni w obliczu niebezpieczeństwa. Musimy wspierać się nawzajem. Nie dopuścimy, by śmierć Cedrika poszła na marne. Nie damy się zastraszyć- wzięłam sobie te słowa do serca. Cokolwiek ten Voldemort planuje, nie pozwolimy na to.
Przed wyjazdem pożegnaliśmy delegacje. Było mi bardzo przykro, że Lew i Katja wracają do siebie, bardzo się z nimi zżyłam.
- Panduora!- zawołał Lew- ja będę za tuobą mocno tęsknił! Katja tak samuo!
- Ja za wami też- odpowiedziałam i mocno przytuliłam ich oboje- czekam na list.
- Ocziwiscje!- potwierdziła Katja. Gdy wielki statek Durmstrangu odpłynął a podniebny powóz Beauxbatons odleciał, wróciliśmy do zamku, by zabrać wszystkie rzeczy. Szybko poszliśmy na peron, żeby się nie spóźnić. Zauważyłam Harrego, który dreptał razem z Hermioną i Ronem. Za nimi biegła grupa Colina.
- Harry, wszystko w porządku?- spytałam. Spojrzał na mnie nieprzytomnym wzrokiem.
- Tak- odpowiedział. Wiedziałam, że to nie była prawda, ale nie chciałam go dłużej męczyć.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz