Dzień trzeciego zadania rozstrzygał wszystko. Zgromadziliśmy się na widowni. Zawodnicy będą musieli przebyć labirynt i dotrzeć do pucharu. Labirynt był olbrzymi. Pewnie będą się na nich czaić różne niespodzianki, jak to w takich zadaniach. Zawodnicy po kolei wbiegli do środka. Trzymałam kciuki za Harrego, bo mogło go tam spotkać wszystko.
- Potter padnie przy pierwszym lepszym boginie- Flora i Hestia się zaczęły nabijać. Ja i tak wiedziałam, że nawet jest on nie wygra, to i tak będzie bohaterem.
Po półgodzinie odpadła Fleur. Była przerażona. Pewnie spotkała jakiegoś strasznego stwora i nie poradziła sobie. Po jakimś czasie z labiryntu błysnęło czerwone światło. Odpadł Krum, zaskoczony całą sytuacją. Czyli Hogwart zwycięży! Teraz tylko kwestia, który z chłopaków dobiegnie pierwszy.
Po co najmniej godzinie wrócił Harry i Cedrik. Trzymał w rękach puchar, więc to on był zwycięzcą. Wiedziałam, że wszystkich zaskoczy i wygra! Ale coś było nie w porządku. Zeszłam niżej, by się czegoś dowiedzieć. Mnóstwo ludzi się przepychało. Wtem wszystko się wyjaśniło. Cedrik wrócił martwy. Wróciłam do bliźniaczek.
- Cedrik nie żyje- powiedziałam a one wybałuszyły oczy. Po chwili rozległ się rozdzierający krzyk. To ojciec Cedrika zaczął opłakiwać syna. Dumbledore zabrał Harrego a sędziowie kazali nam się rozejść. Profesor Snape zabrał wszystkich ślizgonów do zamku i zabronił nam wychodzić z pokoju wspólnego.
- Ale co się właściwie stało?- spytała Millicenta.
- Pani Bulstrode, doszło do morderstwa- wyjaśnił lakonicznie nasz opiekun i wyszedł.
- Co? Jakiego morderstwa?- wtrącili się inni ślizgoni.
- Cedrik Diggory nie żyje- wyjaśniłam. Zapadła cisza.
- To Potter go zamordował!- zawołała Pansy i spojrzała na Draco- dobiegł pierwszy do pucharu, zobaczył, że Diggory dobiega i pozbył się go!
- Bzdura!- natychmiast zaprzeczyłam- Harry nie posuwa się do takich metod, by wygrać! Coś musiało się stać!
- Cisza!- odezwała się Dafne- poczekajmy na dalsze informacje. Pandora ma rację, coś się musiało stać- usiedliśmy i w spokoju oczekiwaliśmy na dalszy ciąg wydarzeń.
- Dlaczego tak bronisz Potterka?- Pansy zaczęła mnie dręczyć- zabujałaś się w nim?
- On, w przeciwieństwie do ciebie, nie robi niczego dla poklasku. Wiele razy udowodnił, że jest odważny i dzielny a to wystarczyło, bym zaczęła go lubić- spojrzała na mnie wzrokiem, którym zwykle ciska się pioruny, mruknęła i odeszła. Jeśli myśli, że takim zaczepianiem zaimponuje Draconowi, to się myli.
Po półgodzinie zaczęli nas już wypuszczać. Wybrałam się do szpitala, gdzie przebywał Harry. Przy łóżku zastałam też rodzinę Weasley i Hermionę.
- Wszystko w porządku?- spytałam. Nikt nie odpowiedział a Harry kiwnął głową. Wzięłam głęboki oddech- wierzę ci, że nie zabiłeś Cedrika. Jesteś dobrym chłopakiem i nie byłbyś w stanie tego zrobić!
- Cieszą nas twoje słowa, ale...- wtrąciła się Hermiona i spojrzała na Gryfona- mam jej powiedzieć?- znów kiwnął głową, patrząc w jakiś punkt w pomieszczeniu. Spojrzałam na Hermionę a ona na mnie- ale to Lord Voldemort go zabił- musiałam się chwilę zastanowić, kto to jest. Hagrid mi dużo o nim opowiadał. To ten, o mało nie zabił Harrego, co był postrachem świata czarodziejów... O nie... Po moim ciele przeszedł zimny dreszcz.
- Jak to?- spytałam zdenerwowana- przecież on przepadł kilka lat temu!
- Harry widział na własne oczy jak się odradza- wyjaśnił Ron.
- Moi drodzy, powinniśmy się już rozejść- wtrąciła się pani Weasley- Harry potrzebuje odpoczynku. Zaraz panna Pomfrey się nim zajmie- pokiwaliśmy głowami i opuściliśmy pomieszczenie.
- Robi się niebezpiecznie?- spytałam- jeśli ten Voldemort powrócił, to wraz z nim dawny terror?
- Prawdopodobnie tak- odpowiedziała pani Weasley- ale nie zostawimy tego własnemu biegowi- te słowa mnie zaskoczyły, ale również pocieszyły.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz