niedziela, 6 października 2013

Rozdział XII

Do czasu trzeciego zadania miałam mnóstwo nauki. Wciąż pomagałam młodszym rocznikom. Teodor zaczął mnie unikać. Nie rozumiem, o co mu chodzi. Uznałam, że ma jakiś trudniejszy czas i postanowiłam go nie męczyć. Razem z Colinem wspieraliśmy Harrego. Był bardzo bliski wygranej. Gdyby mu się to udało, byłby najmłodszym zwycięzcą Turnieju Trójmagicznego. Wiem, że jemu na tym nie zależy.
Gdy po kolejnym spotkaniu z Lwem i Katją wróciłam do pokoju wspólnego, zobaczyłam Teodora, który rozmawiał cicho z Dafne. Miał spuszczoną głowę i zaciśnięte pięści. Natomiast ona coś mu tłumaczyła i często gestykulowała. Gdy mnie zobaczyli, Teodor chciał natychmiast wstać, ale Dafne przytrzymała go za ramię i nie pozwoliła odejść.
- Może teraz wyjaśnisz mi, dlaczego mnie unikasz?-spytałam- zrobiłam ci coś złego?
- Pandy, spokojnie- odezwała się Dafne- zbliża się rocznica śmierci jego matki i nie może się dogadać z ojcem. Bardzo to przeżywa.
- Wcale nie!- zaprzeczył zaraz, ale po chwili umilkł. Wciąż miał spuszczoną głowę.
- Oj, to nie wiedziałam- zmieszałam się. Nie myślałam, że to wydarzenie tak bardzo go boli. Nie okazuje zbyt wielu emocji...- w takim razie nie będę się czepiała- wróciłam do swojego dormitorium. Wiedziałam, że jego matka nie żyje od paru lat.

Do szkoły przybyły rodziny zawodników. Byłam ciekawa, kto przybędzie do Harrego? Do Cedrika przyjechał jego ojciec, który go wychwalał pod niebiosa. Widać było, że adresat pochwał nie czuł się dobrze z tym wszystkim. Do Kruma i Fleur przybyli obydwoje rodziców. Gdy na korytarzu ujrzałam zawodników z ich rodzicami, widziałam spore podobieństwo. Będą wspierać zawodników. Ja nie mogłam się doczekać ostatniego zadania, które wszystko rozstrzygnie. Napisałam list do rodziców, w którym opisałam najważniejsze wydarzenia. Niedługo się zobaczymy.
Wracając z podwójnych eliksirów, zobaczyłam Harrego w otoczeniu wysokiego mężczyzny, niskiej kobiety, Ginny, Rona i Hermiony. Ci dwoje to pewnie rodzina Weasley, mama Ginny i najstarszy brat. Więc oni przyjechali wspierać Harrego. Miło z ich strony. Muszą być ze sobą bardzo związani. Weasleyowie zawsze przyjmują go i goszczą, jak swojego syna.
- Hej, Pandy!- zawołał z daleka Colin. Przybiegł do mnie razem z bratem i kolegami z fan clubu Harrego. Co wszyscy nagle wymyślili z tą "Pandy"? Zawsze, jak rodzice się do mnie zwracali zdrobniale, to używali formy "Pandorko"...
- Co tam macie?- spytałam.
- Udało nam się odczarować odznakę!- wyjaśnił Dennis i wyjął jedną. Widniał na niej napis "Kibicuj" a dalej nie umiałam tego rozczytać, bo było rozmazane. Nagle odznaka zrobiła się cała czerwona i zaczęła parować.
- O nie, zepsułeś ją!- zawołał Colin- a tak nam dobrze szło!
- To nie moja wina!- zdenerwował się Dennis- to ty nawciskałeś do niej różnych zaklęć!
- Chłopaki, spokojnie- zaczęła mnie bawić ich kłótnia- taka odznaka to już dawno poszła w zapomnienie. Już tego nikt nie nosi, nawet jej twórca. Teraz najważniejsze jest, kto wygra.
- Czyli nie zmieniać już tych plakietek?- spytał Nigel.
- Nie- odpowiedziałam- proponuję, byście zajęli się nauką i egzaminami, by po zakończeniu zawodów nie zostawiać nic na koniec.
- Ma rację- stwierdził Andy- po za zawodami nauka toczy się dalej- niektórzy zasmuceni a inni weseli oddalili się ode mnie i poszli dalej. Ja poszłam do Wielkiej Sali, by zjeść obiad. Mimo, że eliksiry idą mi całkiem dobrze, czułam się wyczerpana i okropnie głodna. W tej samej sali siedziała rodzina Weasley, Harry i Hermiona.
- Przyszła ruda hołota- mruknął Teodor, którego dopiero teraz zauważyłam.
- Dlaczego wyrażasz się tak o ludziach, których wcale nie znasz?- spytałam, znowu czując irytację przez niego.
- Każdy ich zna- powiedział- rudzi, biedni i z nadmiarem osób do utrzymania. Przynoszą wstyd rodom czystej krwi.
- Przynajmniej się kochają i są szczęśliwi, mimo ubóstwa- stwierdziłam- są bogaci w miłość- ślizgon spojrzał na mnie z wysoko podniesionymi brwiami. Chyba go zatkało.
- Witiajcie!- przywitał się Lew i usiadł na przeciwko nas- co słychac?
- Wszystko w porządku- stwierdziłam, nie zwracając już uwagi na miny Teodora- a u ciebie? Gdzie Katja?
- U mnie haraszo! Katja poszła z koljezankami na spacjer.
- Co u Kruma?- wtrącił się mój kolega z domu- po tym drugim zadaniu trochę się podłamał.
- Da, czuł sję złuy. Alje mu przeszłuo i chce walczyjc daljej- odpowiedział. To zadanie było ciężkie przez jego treść, ale i świadomość, że jest to ostatnia szansa na przyniesienie chwały szkole.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz