poniedziałek, 28 października 2013

Rozdział XXI

W trakcie przechadzania się po Pokątnej opowiedziałam Vivienne o szkole, nauczycielach i co się wydarzyło do tej pory.
- To ja chyba nie chcę tam iść...- stwierdziła lekko przestraszona dziewczyna.
- Spokojnie- pocieszyłam ją- tobie, mi i wielu innym uczniom nic nie grozi, bo dyrektor do tego nie dopuści.
- Na pewno?- chyba nie powinnam o tym wszystkim mówić...
- Tak- uśmiechnęłam się i weszłyśmy do księgarni. Miałyśmy zakupioną różdżkę, kociołek i miotłę no i moje rzeczy. Na szczęście miałam mniej do kupienia, więc uwinęłam się szybko.
- Nigdy nie byłam zbyt dobrą uczennicą- stwierdziła, gdy czekałyśmy w kolejce- a w Hogwarcie będzie taki ogrom materiału. Boję się.
- Spokojnie!- zadziwił mnie jej strach- fakt, dużo nauczycieli jest surowych, ale jeśli zobaczą, że się starasz, to na pewno ci pomogą. Możesz też się poradzić starszych uczniów, w tym mnie- położyłam jej rękę na ramieniu i uśmiechnęłam się, by dodać jej otuchy. Odwzajemniła uśmiech. Po chwili wzięła głęboki oddech i wyprostowała się.
- Nie jestem beksą- stwierdziła- wejdę uśmiechnięta do szkoły, znajdę przyjaciół i będę się pilnie uczyć.
- No, taki podejście mi się podoba- zaśmiałam się- jak ja zaczynałam, to też nie czułam się pewnie. Ale z czasem poznałam dużo osób i nie czuję się samotnie.
- Hej Pandy!- usłyszałam znajomy głos. Do księgarni wszedł Colin i Dennis.
- Cześć chłopaki- przywitałam się- a gdzie wasi rodzice?
- Uznali, że jestem na tyle duży, że mogę zaopiekować się bratem i samemu dokonać zakupów tutaj- stwierdził Colin- o, nowa koleżanka?- spojrzał na Vivienne.
- Tak- odpowiedziałam- to moja sąsiadka, Vivienne Hutch- spojrzałam na nią- to mój przyjaciel, Colin Creevey i jego młodszy brat Dennis- uścisnęli sobie ręce.
- My idziemy po książki- zadecydował gryfon i poszli do półki.
- Bardzo fajny chłopak- stwierdziła dziewczyna- do tego przystojny- po chwili zarumieniła się.
- Colin jest super- dodałam- nigdy mnie nie zawiódł.
Zakup reszty przedmiotów z listy zajęło nam jeszcze trochę czasu, ze względu na tłok. Wzięłam Vivienne za rękę, bo bałam się ją zgubić. Ostatnim miejscem, do którego wstąpiłyśmy, była apteka, gdzie znajdowały się przedmioty do eliksirów. Pracownik okazał się na tyle miły, że pomógł jej skompletować wszystko z listy. Ja kupiłam to, co musiałam i zaczekałam na Vivienne pod drzwiami. Przejrzałam jeszcze raz listę i sprawdziłam dla pewności, czy posiadam wszystko.
- Cześć Pandy...- obok mnie stanął Teodor. Bardzo mnie ucieszył jego widok.
- Czemu się nie odzywałeś?- spytałam- czekałam przez całe wakacje.
- Dość intensywnie spędziłem te dwa miesiące- stwierdził- nie miałem czasu na napisanie. Przepraszam- położył mi rękę na głowie i spojrzał w oczy- nie gniewasz się?
- No cóż, w takim razie nie mam wyjścia- zaśmiałam się- wybaczam.
- Hej, Lancelot, pospiesz się!- zawołał z daleka Zabini, który stał razem z kolegami- cześć Hill.
- Cześć Zabini- odpowiedziałam i spojrzałam na Teodora- spotkamy się w szkole.
- Do zobaczenia- pożegnał się i poszedł z innymi ślizgonami. Ciekawe, co mogło być przyczyną tych intensywnych wakacji? Może coś z Voldemortem?
- Pandora, masz chłopaka?- po chwili usłyszałam głos Vivienne która w woreczku trzymała zakupy. Zupełnie o niej zapomniałam.
- Tak, to był mój chłopak Teodor- odpowiedziałam zakłopotana- zaczęliśmy ze sobą chodzić pod koniec zeszłego roku szkolnego.
- Bardzo tajemniczy i skryty- skomentowała dziewczyna- widziałam go w aptece- zaśmiałam się.
- Dobrze go oceniłaś. Rzeczywiście, jest taki. Gdzieś chcesz jeszcze iść czy wracamy do domu?
- Mam wszystko z listy- stwierdziła, przeglądając papier- możemy iść do domu- kiwnęłam głową i wyszłyśmy na ulicę. Wpadłam po drodze by wziąć Proroka Codziennego. Ledwo go ujrzałam, zaraz podniosło mi ciśnienie. Wypisywali jakieś okropne rzeczy na Harrego, głównie oskarżając go o chorobę psychiczną i wmawiając kłamstwo.

Odprowadziłam Vivienne pod drzwi jej domu. Zbliżał się powoli wieczór.
- Bardzo ci dziękuję za pomoc- powiedziała- z zakupami i że zapoznałaś mnie ze wszystkim. Bardzo mi to ułatwi start w to otoczenie. Mój tata trochę o tym opowiadał, ale on też nie zna dokładnie tego świata.
- Nie ma za co- odpowiedziałam i uśmiechnęłam się- gdyby twój tata, mama albo ty coś jeszcze chcieli wiedzieć o szkole, to śmiało mnie pytajcie. Tej szkoły nie znam tak bardzo, ale podstawowe zagadnienia postaram się objaśnić.
- Jesteś kochana- stwierdziła i przytuliła mnie- dziwne, że tak ciepła osoba trafiła do domu dla ludzi przebiegłych i sprytnych.
- Tiara Przydziału miała inne zdanie na mój temat- odpowiedziałam. Gdy się pożegnałyśmy, ponownie wyciągnęłam gazetę i zaczęłam czytać. Prorok chce zrobić z Harrego wielkiego kłamcę. Ja mu wierzę. Jeśli by go nie widział, to wtedy by to powiedział? Czy byłby zdolny do zabicia Cedrika? Zdołałam go poznać na tyle, by wiedzieć, że zarówno nie jest kłamcą i perfidnym zabójcą. Podejrzewam, że w szkole rozpocznie się batalia między zwolennikami a przeciwnikami. Będę wspierać Harrego, bo jest moim idolem i imponuje mi swoimi dokonaniami.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz