poniedziałek, 30 września 2013

Rozdział IX

Bałam się, że mogłam zranić Lwa. Nie chciałam, by się ode mnie odwrócił. Nie chcę mu dawać nadziei. Trwała długa cisza. Byłam pewna, że odejdzie, albo się na mnie wydrze. Temperament Rosjan znam z opowieści.
- Rozumjem- odpowiedział i uśmiechnął się- Głupjo mi, przepraszum.
- Nie masz za co- pocieszyłam go- nie czujesz się zraniony?
- Nje- zdziwiło mnie to. Ale postanowiłam nie wnikać i przyjęłam to do wiadomości. Wróciliśmy do sali i akurat zaczął się koncert Fatalnych Jędz. Szybko wciągnęliśmy się do zabawy. Muzyka była rewelacyjna. Koncert trwał do północy. Po tej godzinie zakończył się bal i musieliśmy wracać do swoich dormitoriów. Lew odprowadził mnie pod drzwi.
- Dziękuję za wspaniałą zabawę- powiedziałam przed pożegnaniem- byłeś wspaniałym towarzyszem.
- I ja tjeż dziękuję- odpowiedział- do zuobaczenja po ferijach.
- Dobranoc- szybko wróciłam do dormitorium, przebrałam się w piżamę i poszłam spać. Chyba kłamał, że nie czuje się zraniony. Taka krótka rozmowa nie była do niego podobna. Ale nie dziwię się. Mam nadzieję, że przez ferie ochłonie i będziemy się dalej przyjaźnić. Jest mi przykro, że go tak zraniłam, ale powiedziałam prawdę.

Po feriach wróciłam do szkoły, zupełnie zapominając o Lwie. Ferie zawsze są dobrą okazją do odpoczynku i nabrania nowych sił. Razem z Colinem rozmawialiśmy o prezentach, jakie otrzymaliśmy. Dopiero następnego dnia wróciły wspomnienia.
- Panduora- znajomy głos sprawił, że poczułam ścisk w żołądku.
- Cześć Lew- przywitałam się- jak tam?
- Haraszo- stwierdził- a u cjebie?
- W porządku- odpowiedziałam.
Rita Skeeter zrobiła wielkie świństwo. Nienawidzę jej. Ginny i Ron pokazali mi gazetę, w której ona napisała, że Hagrid miał matkę olbrzymkę, ona była zabójczynią a on jest niebezpieczny i nieprzewidywalny. On teraz zniknął, a lekcje prowadzi za niego jakaś profesorka z ministerstwa. 
Po paru dniach wróciła rutyna. Jedyne, co mnie zaniepokoiło, to częsta obecność Katji w moim otoczeniu. Tak jakby mnie obserwowała. Miałam ochotę do niej podejść, ale chciałam porozmawiać o tym z Lwem.
- Coś zaszło między wami?- spytałam. Wskazałam mu ruchem głowy stojącą pod ścianą Katję.
- Nje- odpowiedział zdziwiony- a dlaczeguo ona tutaj?
- Myślałam, że wiesz...
- Ona chiba myślji, żie my razem- odpowiedział- jest zazdruosna.
Po podwójnych eliksirach rozmawiałam z Colinem o tych odznakach. Powiedział mi, że próbował z bratem je zmienić, ale z "Potter cuchnie" zmieniło się na "Potter naprawdę bardzo cuchnie". Wybuchłam śmiechem. Pokazał mi ją. Malfoy się naprawdę postarał, żeby jego kretyński wynalazek był jeszcze bardziej kretyński.
- Strasznie mi głupio- stwierdził, gdy siedzieliśmy w Wielkiej Sali podczas lunchu- chciałem mu pomóc, a bardziej zaszkodziłem.
- Nie przejmuj się- pocieszyłam go- Harry wie, że ma za sobą fanów i to jest najważniejsze.
- Racja- Colin uśmiechnął się. Wpatrując się w tą odznakę pomyślałam, że nie stoi za tym Cedrik. Wiele osób ma o nim dobre zdanie a on sam wygląda na osobę, która idealnie pasuje do Puchonów.

Na dzień przed drugim zadaniem nabrałam odwagi i postanowiłam porozmawiać z Katją, dlaczego się we mnie wpatruje.
- Czego chcesz ode mnie?- spytałam.
- Ja?- spytała, udając zdziwienie-nic!
- To dlaczego ciągle się na mnie patrzysz?- nie wiem, czy ją to zaskoczyło, ale nie odezwała się. Po chwili zakryła twarz dłonią i poprawiła włosy z czoła.
- Ja ljublju Ljew! On ukuochanjy!- dostrzegłam łzę spływającą z jej oka. W jednej chwili zrobiło mi się jej żal. Nie czułam do niej złości. Ona bardzo przeżyła rozstanie z nim. Muszę jej pomóc.
- Pomogę ci- postanowiłam. Spojrzała na mnie zaskoczona.
- Mnje?- spytała- Puomuc? Paczjemu?- W tym momencie pomyślałam, że powinnam podziękować mojemu tacie za naukę podstaw rosyjskiego.
- Zacznijmy od tego, że ja nie jestem z Lwem- wyjaśniłam- nigdy nie chciałam, by był moim chłopakiem. Jest mi ciebie szkoda, dlatego spróbuję cię ponownie połączyć z nim.
- Sbasjiba, Panduora!- pierwszy raz od długiego czasu zobaczyłam na jej twarzy uśmiech. Byłam szczęśliwa, że do tego doprowadziłam. Mam nadzieję, że Lew się na mnie nie obrazi.
- Podziękujesz, jak będziecie razem- odpowiedziałam- postaram się was umówić razem w jakimś miejscu. Tylko się nie wygadaj, bo się nie uda.
- Duobrzie- zgodziła się.
I w taki sposób zostałam pierwszą swatką w świecie czarodziejów....

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz