czwartek, 19 września 2013

Rozdział III

Mimo przybycia gości życie toczyło się dalej. Wciąż musiałam być uważna na lekcjach i uczyć się. Stwierdziłam, razem z Colinem, że nauczyciele mogliby trochę złagodnieć i nas tak nie męczyć.
Lew wciąż nie odpuszcza. Dosiadł się do mnie w czasie lunchu. Chciałam powtórzyć właściwości trucizn....
- Witaj Panduora!- przywitał się i usiadł na przeciwko mnie.
- Cześć Lew- odpowiedziałam i lekko się uśmiechnęłam. Na szczęście nie wzbudzałam większego zainteresowania, jako że uczniowie z delegacji próbowali się zaprzyjaźnić z naszymi. Bardziej ci z Durmstrangu, ale to szczegół.
- Co ruobisz?- spytał i nachylił się nad moją książką do eliksirów.
- Uczę się na eliksiry- odpowiedziałam- o truciznach.
- Truciznyj!- zainteresował się- bardzo njeprzyjemne tematy!
- Również za truciznami nie przepadam, ale muszę się tego nauczyć na pamięć- stwierdziłam.
- Daj spuokój!- zawołał i zamknął podręcznik- opuowiedz mi co o sobie. Buardzo chcialbym cję puoznać!
- Co?- zdziwiłam się tą propozycją. Dlaczego on się tak mną interesuje? Mam 13 lat a on 17! Pomyślałam, że podam mu takie fakty, które nie będą zbytnio wnikały w moją prywatność i nie brzmiały mugolsko.
- Więc... Jestem na trzecim roku nauki w Hogwarcie, lubię się uczyć i spacerować. Najbardziej lubię zaklęcia i eliksiry, jeśli chodzi o szkolne przedmioty.
- A muoże coś wjęcej?- spytał i zbliżył się twarzą do mojej.
- Lew!- zawołała jakaś kobieta. Spojrzałam w stronę dźwięku i ujrzałam wysoką uczennicę Durmstrangu, ubraną w mundurek. Miała proste włosy ciemnyblond do ramion, małe, ciemne oczy i była bardzo umięśniona. Rozmowa między nimi odbyła się po rosyjsku, ale obserwując emocje na twarzy i gesty mogłam wywnioskować, że jest zazdrosna. A więc Lew był zwykłym kobieciarzem i zdradzał swoją dziewczynę. Kłótnia zakończyła się uderzeniem Lwa w głowę i odejściem dziewczyny.
- Panduora, ja ciebie pszepraszuaju, alje wyniklo jakiejs njepuorozumjenje- powiedział zakłopotany.
- To twoja dziewczyna?- spytałam- jeśli tak, to nie dawaj jej powodów do zazdrości.
- Nje, nje!- zaśmiał się- to muoja koljeżanka Katja. Kjedyś byla muoja dzjewczina- wyjaśnił- wcjąż jest o mje zazdrousna.
- Na pewno?- nie byłam przekonana tym tłumaczeniem.
- Da, ja jej nie ljublu dlugo- odpowiedział a ja to przyjęłam jako prawdę. Nie będę wnikała w relacje, jakie ich łączą. Nie traktuję Lwa jako osoby, o którą powinnam walczyć.Wraz z zakończeniem turnieju on wyjedzie i skończy się podryw. Wraz z sygnałem na lekcję pożegnałam się i pobiegłam na eliksiry.

W czasie dużej przerwy Lew poprosił mnie, bym oprowadziła go po zamku. Stwierdził, że bardzo go zaciekawi historia Hogwartu i jego budowa. Mimo, że wolałam spędzić czas z Colinem czy bliźniaczkami, zgodziłam się. Pokazałam mu to, co sama znałam.
- Alje tutaj pjęknje- stwierdził- maja rodzjina też mjeszka w zamku.
- O, to zimno mają- stwierdziłam.
- Radzjimy sobie- odpowiedział- ten zamek to nasza roduowa siedzjiba- wyjaśnił.
- Należysz do rodziny z tradycjami- zauważyłam.
Wystawiłam złą ocenę Lwowi. Okazało się, że to jest bardzo miły i inteligentny chłopak. Imponuje mi jego znajomość dobrych manier, takich jak ustępowanie kobiecie w przejściu czy odsuwanie krzesła, gdy siada. Mimo tego nie wyobrażam sobie z nim związku. W ogóle nie wyobrażam sobie siebie w jakimś związku. To za wcześnie dla mnie. Mam nadzieję, że Lew zostanie moim kolegą i spotkam go jeszcze.

O 18.00 nastąpiło losowanie kandydatów. Byłam bardzo ciekawa, kto będzie reprezentował naszą szkołę. Wszyscy z wielką niecierpliwością oczekiwali wyników. Czara ognia wyrzuciła pierwszą karteczkę.
- Wiktor Krum!- oznajmił profesor Dumbledore. Uczniowie tej szkoły gromkimi brawami pożegnali kolegę, który musiał pójść do sąsiedniej sali, gdzie czekali sędziowie. Po chwili pojawiła się kolejna karteczka.
- Fleur Delacour!- ze strony tej szkoły było słychać umiarkowane oklaski. Reprezentantka dumnie oddaliła się od stolika i skierowała się tam, gdzie Krum. W końcu pojawiła się ostatnia karteczka.
- Cedrik Diggory!- nie znałam go wcześniej, ale gdy wstał, miałam okazję go zobaczyć. Był bardzo przystojny i wyglądał na miłego. Będę mu z chęcią kibicować. Uczta miała się za chwilę zakończyć, gdy nagle z tiary wypadła kolejna karteczka. Profesor Dumbledore przyjrzał się jej uważnie i prawie oniemiał.
- Harry Potter!- zawołał. Wszystkie spojrzenia skierowały się na chłopaka. On powoli wstał i poszedł do sali, gdzie byli już trzej reprezentanci. Gdy zniknął, rozeszliśmy się w ciszy do swoich pokoi.
- Potterek chciał być znowu gwiazdą i mu się udało!- stwierdził Draco- tylko jakim sposobem wrzucił tą kartkę?
- Pewnie mu ta szlama pomogła- stwierdziła Pansy- oni zawsze coś razem kombinują.
- Mam nadzieję, że przegra i coś sobie zrobi- mruknął Malfoy- co roku musi z czymś wyskoczyć i zwrócić na siebie uwagę!- na te słowa zagotowało się we mnie. Mimo, że przez 2 lata puszczałam jego uwagi mimo uszu, to tym razem nie wytrzymałam. Podeszłam do niego.
- To, że co roku zawsze dzieje się coś z jego udziałem, to nie jest jego wina! On, w przeciwieństwie do ciebie, wiele zrobił dla szkoły, nie dla sławy ale z dobroci! A ty, zakochany w sobie bachorze nie dorastasz mu do pięt!- po mojej obronie Harrego zapanowała cisza. Ja zabrałam książki i zamknęłam się w dormitorium.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz