sobota, 28 września 2013

Rozdział VIII

Dzisiaj dzień balu. Nie mogę się doczekać. Udało mi się utrzymać w tajemnicy przed większością kolegów i koleżanek fakt, że idę. Napisałam list do rodziców z życzeniami świątecznymi. Tak bardzo chciałam się z nimi zobaczyć. Nie mogłam się doczekać ferii. Wróciłam do szkoły. O 16.00 zaczęły się przygotowania.

O godzinie 19.30 czekałam na Lwa przy schodach. Widziałam inne pary przemykające po korytarzu. Ten cały bal bardzo mnie stresował. Do tego pierwszy raz miałam na nogach buty na obcasie. Widziałam wiele znajomych twarzy. Wszyscy wyglądali wspaniale, najbardziej Hermiona.
Zaczęłam się denerwować, bo zbliżała się godzina rozpoczęcia balu a nigdzie nie widziałam swojego partnera. Wkrótce przyjdą reprezentanci a ja tego nie zobaczę...
- Panduora!- poczułam jak kamień spadł mi z serca. Lew biegł po schodach, w krwistoczerwonym stroju ze swojej szkoły.
- Gdzieś ty był?!- spytałam zdenerwowana.
- Katja nie chciaua mienia puścjić!- wyjaśnił i chwilę odsapnął. Doprowadził się do porządku i weszliśmy do środka. Po chwili nastąpiło rozpoczęcie. Czwórka reprezentantów ze swoimi towarzyszami weszli na środek sali. Teraz stwierdzam, że gdyby Harry mnie zaprosił, to czułabym się okropnie, gdyby spojrzenia wszystkich osób na sali były skierowane na mnie. Trochę mnie zaskoczyło, że on wybrał Parvati. Ona w swoim sari prezentowała się wspaniale. W końcu nadszedł ten moment...
- Czi muożna prosic?- spytał, wyciągając dłoń. Położyłam swoją i zaczęliśmy tańczyć. Nie myślałam, że Lew okaże się wspaniałym tancerzem.
- Wiglądasz wspanialje- pochwalił strój.
- Dziękuję. Ty również- odpowiedziałam. Zupełnie zapomniałam o rzeczywistości. Przemykając między innymi parami czułam się szczęśliwa. Ostatnio mogłam się tak bawić na balu przebierańców w drugiej klasie szkoły podstawowej.
Po zakończonym tańcu usiedliśmy przy stoliku. Czekała na nas przygotowana kolacja i szampan w kieliszkach. Kiedyś próbowałam szampana, ale nie smakował mi.
- Może tuoast?- spytał nagle Lew. Zaskoczyło mnie to.
- Z jakiej okazji?
- A z okazj teguo balu, da?- zaproponował. Zgodziłam się. Stuknęliśmy się kieliszkami i wypiliśmy troszkę. Nie było takie złe. Zajęliśmy się jedzeniem. Było jak zawsze dobre. Kątem oka dojrzałam Teodora, siedzącego tyłem do Dafne. Ona za to rozmawiała z jakąś koleżanką. Jemu chyba nie zależało na opiece nad koleżanką. To bardzo nieładnie z jego strony. Jako dobrze wychowany mężczyzna powinien chociaż trochę dotrzymać jej towarzystwa. Wtem jego spojrzenie skierowało się w moją stronę. Uśmiechnęłam się do niego. Odpowiedział lekkim uśmieszkiem i poszedł. To już było naprawdę nie fair.
- Cuo sję stało?- spytał Lew.
- Mój kolega opuścił swoją towarzyszkę- odpowiedziałam- a co dziwniejsze, ona się tym nie przejmuje i plotkuje sobie z koleżanką.
- Tuo bardzuo nieładnie- potwierdził moją opinię- ja cjebia nigdy bim nie zuostawił samej.
- Bo jesteś dobrze wychowanym mężczyzną- uśmiechnęłam się- a on widać niezbyt...
Większość balu tańczyłam z różnymi osobami. Żałowałam, że nie ma tu Colina, ale nie wyobrażam sobie, by mógł zostać zaproszony przez starszą dziewczynę. Przed koncertem Fatalnych Jędz wrócił Teodor. Skorzystałam z okazji i podeszłam do niego.
- Czemu nie zajmujesz się Dafne?- spytałam- bardzo mnie rozczarowałeś.
- A co ci do tego?- chyba się oburzył- nie jest moją dziewczyną i nie potrzebuje opieki. Z tego co widziałem, ona też się tym nie przejęła.
- Akurat udało jej się znaleźć wolną koleżankę, bo by mogła siedzieć i patrzeć w ścianę- chciałam mu zwrócić uwagę- mężczyzna, który jest dobrze wychowany, nie postępuje tak. Nawet jeśli ona cię nie interesuje, to mógłbyś się nią zająć.
- A ty kim jesteś, żeby mi mówić, co mam robić, a co nie?- zirytował się i usiadł obok Dafne. Machnęłam ramionami i wyszłam z sali, żeby się przewietrzyć. Zawsze uważałam Teodora za ułożonego chłopaka. Trochę mi przykro, że Dafne została tak potraktowana. Dobrze, że udało jej się jakąś zająć czas. Mam nadzieję, że moja uwaga wpłynie jakoś na jego zachowanie i da mu do myślenia.
- Panduora?- obok mnie pojawił się Lew- wszystkuo haraszo?
- Tak- odpowiedziałam- niedługo koncert Fatalnych Jędz a ja chciałam chwilę odpocząć.
- Buo ja...- zaczął niepewnie- spójrz na mienia...- zaskoczyła mnie jego prośba, ale zrobiłam to, co mi kazał. On ścisnął mnie za ramiona i spojrzał głęboko w oczy.
- Lew...?- Nie wiedziałam, co się dzieje. Księżyc oświetlił częściowo nas i podłogę.
- Ja cjebja lublju...- mimo, że domyślałam się tego, doznałam szoku- ty jestjeś maja wymarzuona. Od pierwszeguo wejrzenja- nikt mi nigdy tak nie powiedział. Przypomniała mi się rozmowa z Hagridem. Będę musiała mu dać jednoznaczną odpowiedź...
- Lew, to bardzo miłe słowa- zaczęłam- ale ja nie odwzajemniam twoich uczuć- to go zaskoczyło, chyba jeszcze bardziej niż mnie jego wyznanie. Nie mogłam dać innej odpowiedzi- przepraszam. Bardzo ciebie lubię, jesteś naprawdę fajnym kolegą, ale tylko kolegą. Cieszę się, że ciebie poznałam i przyjaźń z tobą jest dla mnie bardzo cenna...- czas się zatrzymał.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz