Po Hogwarcie biega Rita Skeeter i gdy tylko może, zaczepia Harrego i osoby z jego otoczenia. Ale tak przekręca słowa, że wychodzi zupełnie coś innego, niż powiedzieli. Ja nie powiedziałam zbyt wiele, przez co moje słowa zupełnie się nie ukazały w gazecie. Wykreowała Harrego na płaczliwego i kochliwego chłopaka. W pokoju wspólnym mają z niego wielki ubaw. Szczególnie Draco, który ciągle czyta Proroka Codziennego. Do tego chodzą z idiotycznymi plakietkami, na których pojawia się najpierw napis "Kibicuj Cedrickowi Diggory'emu- prawdziwemu reprezentantowi Hogwartu" a po naciśnięciu zielonego przycisku "Potter cuchnie". To jest bardzo dziecinne. Bliźniaczki rozśmieszył ten pomysł, ale również uznały to za żałosne zachowanie. Podobnie Teodor.
Kolejna lekcja eliksirów zaczęła się zaskakującą informacją.
- Nim przejdziemy do zajęć- zaczął profesor Snape- chcę was powiadomić, że wkrótce odbędzie się bal bożonarodzeniowy. Wy, jako trzecioroczni nie macie wstępu na niego, chyba, że zaprosi was ktoś ze starszego roku. Tak to nie chcę was widzieć pałętających się po szkole w tamtym dniu. Zrozumiano?- pokiwaliśmy głowami. Szkoda, że nie mogliśmy pójść.
Zaczęło się szaleństwo zapraszania. Ja po cichu liczyłam, że pójdę z Harrym. Z tego co się dowiedziałam, on, jako reprezentant, otwiera bal razem z innymi. Po za tym on pewnie już miał jakąś dziewczynę na oku. Zdecydowałam, że zamiast rozmyślać o balu poświęcę czas nauce. Ostatnio zarobiłam dużo punktów na eliksirach i zaklęciach, więc chcę to kontynuować.
Uwielbiałam spędzać czas wolny przed obiadem na patio, z książką przed oczami. Usiadłam na kamiennym murku i zajęłam się studiowaniem mikstury upiększającej. Nie w celach własnych, tylko żeby być przygotowaną na następne zajęcia.
- Tu jesteś!- po chwili ujrzałam po prawej stronie Florę, a po lewej Hestię- co się tak ukrywasz?
- Chcę na świeżym powietrzu pouczyć się na następne zajęcia- odpowiedziałam i dalej czytałam sposób przyrządzania.
- A gdzie twój Baron Pechowiec?- spytała Flora i obie znów zaczęły się śmiać.
- Kto taki?- zdziwiłam się nazwiskiem które podały.
- No nie udawaj- Hestia uśmiechnęła się przebiegle- Lew, a kto inny?
- Nie wiem- odpowiedziałam- a co, chcesz żeby zaprosił cię na bal?
- A on ciebie nie zaprosił?- zdziwiły się. No przeszły same siebie. Zatrzasnęłam książkę, wiedząc, że one nie dadzą mi czytać.
- A czego się spodziewałyście?- spytałam- on na pewno jakąś swoją koleżankę zaprosi. My się tylko kolegujemy.
- Na pewno nie- stwierdziła Hestia- a ty go chyba specjalnie unikasz, co?
- Nie wasza sprawa- odpowiedziałam zirytowana tą rozmową.
- Ja na twoim miejscu bym się za niego wzięła- stwierdziła Flora- to bardzo przystojny facet- wstałam, zdenerwowana.
- No to droga wolna! Skoro tak ci się podoba, to może sama się nim zainteresuj! Dla mnie jest tylko kolegą- powiedziałam po czym poszłam do Hagrida. Nie wiem, dlaczego akurat do niego, ale stwierdziłam, że odwiedzę go. Na lekcjach nie mogliśmy rozmawiać o prywatnych sprawach. Znalazłam go przy pięknych koniach z Beauxbatons.
- Cześć Hagridzie- przywitałam się.
- Witaj, Pandoro!- odpowiedział- co cię do mnie sprowadza?
- Chciałam po prostu się z tobą spotkać i pogadać- stwierdziłam- jeśli oczywiście masz czas.
- Oczywiście!- poklepał konia po pysku- widziałaś kiedyś Abraksany?
- Nie- odpowiedziałam i spojrzałam uważnie na nie. Były wielkie i miały złotawą sierść. Robiły wrażenie.
- Cholibka, to są konie, do których trzeba mieć mocną rękę- stwierdził- chodźmy do domku, pogadamy- weszliśmy do środka. Zaraz, gdy usiadłam, Kieł położył mi swój łeb na kolanach. Zwierzyłam się z ostatnich wydarzeń. Wysłuchał mnie uważnie.
- No, to masz przekichane- stwierdził- ale nie marnuj nerw na to. Jak co do czego, to powiedz mu prosto z mostu i kóniec.
- Chyba tak zrobię. Jest bardzo fajny i prawdziwy z niego dżentelmen, ale jest ode mnie starszy i trochę narwany. Ja wolę spokojniejszych i młodszych niż on.
Rozmowa z Hagridem bardzo mi pomogła. Dostałam od niego wiele rad. Gdyby nie obiad, przesiedziałabym u niego do wieczora.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz