piątek, 27 września 2013

Rozdział VII

Po obiedzie przyszła do mnie paczka od rodziców. To, co w niej znalazłam, przekroczyło moje oczekiwania. Piękna, długa suknia, marszczona na dole, bez okrycia na ramiona, atłasowe pantofelki i nawet zestaw spinek do włosów. W liście mama wyjaśniła mi, że to jej sukienka z balu szkolnego, gdzie przebrała się za księżniczkę. Zostawiła ją, ze względu na drogi materiał, ale też dlatego, bo chciała go dać swojej przyszłej córce. Zachowała się w dobrym stanie, więc mogła mi ją wysłać bez wyrzutów sumienia. Razem z tatą życzyli mi dobrej zabawy i przestrzegli, bym uważała na alkohol i zachowanie Lwa. Gdy spojrzałam na spinki, zaczęłam zastanawiać się nad fryzurą. Zwykle włosy miałam związane w dwa kucyki. Tak ciężko je ogarnąć...
W sobotę przeszłam się do Hogsmeade. Chciałam znaleźć coś na włosy, bym mogła je jakoś uformować.  Weszłam do Derwisza i Bangesa. Przechodząc między półkami miałam coraz większy mętlik w głowie. Było tyle różnych specyfików, szamponów i żeli. W zamyśleniu wpadłam na kogoś.
- Przepraszam- mruknęłam. Okazało się, że to była Hermiona.
- Nic się nie stało- odpowiedziała- co tu robisz?
- Szukam czegoś do włosów- odpowiedziałam i spojrzałam na półkę, przy której stała koleżanka. Stały tam butle żelu Ulizanna.
- Słyszałam, że to jest dobre- powiedziała i sięgnęła po jedną butelkę.
- Ty też czegoś szukasz?- spytałam. Ona lekko się zaczerwieniła.
- Tak... Idę na bal...
- Krum cię zaprosił?- uśmiechnęłam się na widok jej zaskoczonej miny.
- Skąd wiesz?
- Widziałam was razem- wyjaśniłam- mnie zaprosił jego kolega, Lew.
- O, to gratulacje- Hermiona lekko się uśmiechnęła i spojrzała na butelkę trzymaną w rękach- chcę jakoś ładnie ułożyć włosy. A ty?
- Ja właśnie nie wiem- odpowiedziałam i westchnęłam- nie mam kompletnie żadnej wizji swojej fryzury.
- Moim zdaniem, tobie pasuje iść w rozpuszczonych- wtrąciła się Ginny i stanęła obok Hermiony- przepraszam, usłyszałam waszą rozmowę i zaciekawiła mnie.
- Mam iść w rozpuszczonych?- zdziwiłam się- ciężko mi ogarnąć te włosy...
- Mogę ci pożyczyć troszkę Ulizanny- zaproponowała starsza Gryfonka- myślę, że jak nałożysz ją na boki i jakoś zwiążesz, to będzie świetnie.
- Przychylam się do opinii- dodała Ginny- ja też idę na bal, z Neville'm.
- To fajnie, że będę miała jakieś towarzystwo- zaśmiałam się. Hermiona zakupiła butelkę i w trójkę przeszłyśmy się po Hogsmeade.

W wieczór przed balem dostałam od Hermiony troszkę Ulizanny. Potem poszłam na kolację. Usiadłam obok Teodora, który jadł w samotności.
- Wszystko w porządku?- spytałam.
- Jak najbardziej- odpowiedział- czemu pytasz?
- Zobaczyłam, że siedzisz sam i trochę mnie to zaskoczyło- wyjaśniłam- dlatego tutaj przyszłam.
- Lubię siedzieć sam- powiedział- nie muszę nikogo słuchać.
- Ja lubię towarzystwo. Nie wyobrażam sobie, że mogłabym przesiadywać w samotności.
- Czasami bycie samemu jest potrzebne. Wtedy można słyszeć własne myśli i odpocząć od jazgotu innych.
- W sumie...- postanowiłam nie zagadywać więcej i zająć się jedzeniem. Teodor od zawsze był samotnikiem. Wolał spędzać czas samotnie. Miał dobre stosunki z innymi, szczególnie z Malfoyem, ale i tak chodził własnymi drogami. Trochę mnie intrygował. Obserwowałam go ukradkiem. W swoim chorowitym wyglądzie zachował urodę.
- Maja Panduora!- nagłe pojawienie się Lwa tuż obok mnie sprawiło, że o mało nie dostałam zawału.
- Witaj Lew- odpowiedziałam zakłopotana.
- Gotuowa na bal?- spytał- ja nie mogę sję doczekacj!
- Ja również- stwierdziłam. On usiadł z kolegami a ja odetchnęłam.
- No proszę, czyli przyjaźń między tobą a tym Lwem to jednak coś więcej?- spytał Teodor, uśmiechając się. Poczułam, że moja twarz zalewa się czerwienią.
- Lubię Lwa, on mnie też, więc jest super- wyjaśniłam- zaprosił mnie na bal, więc nie chciałam marnować okazji i zgodziłam się.
- Ja zaprosiłem Dafne Greengrass- powiedział- pomyślałem, że ten bal może być ciekawy.
- Lubisz Dafne?- zaskoczyła mnie ta wiadomość.
- Gdyby miała już jakiegoś partnera, to bym jej nie zapraszał- wykręcił się- byłbym w stanie zaprosić nawet Millicentę.
- Serio?- zaczęłam się śmiać. Ja nie wiem, jak on mógłby wytrzymać z rozgadaną i nadpobudliwą Millicentą. Spojrzał na mnie zdziwiony i po chwili sam zaczął się śmiać. Przedstawiłam mu wizję jego tańca z nią, gdzie zamiast skupić się na krokach słuchałby jej opowieści o przyjęciach rodzinnych, czy w czasie jedzenia kolacji odwróci jego uwagę a sama zje jego obiad.
- O, to rzadkość widzieć ciebie uśmiechniętego- stwierdziła Dafne, która przyszła z koleżankami.
- Udało mi się go rozśmieszyć- wyjaśniłam. Po chwili przyszła Millicenta i zaczęła opowiadać o swojej kreacji.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz