W sobotę nie miałam żadnych planów na wyjście. Czekało mnie sporo nauki i prac. Postanowiłam, że do obiadu powinnam chociaż w połowie wszystko zrobione. Ale moi kochani koledzy zrobili balangę i zaprosili reprezentantów Durmstrangu. Zaczęłam żałować, że tutaj nie działają technologie, to bym sobie włączyła radio. Nigdy nie lubiłam takich głośnych imprez.
- O, ty tutaj?- zza drzwi wychyliła się Dafne.
- Chce poświęcić czas nauce- odpowiedziałam- nie lubię takich hałaśliwych zabaw.
- Ja też nie przepadam- stwierdziła- to miłej nauki.
- Dzięki- odpowiedziałam z uśmiechem. Gdy poszła, przebrałam się w coś cieplejszego. Moja piżama niezbyt się nadawała do długiego siedzenia. Założyłam sweterek i grube spodnie. Praca w samotności bardzo mi się podobała. Wychodzę na jakiegoś kujona, ale naprawdę lubię się uczyć. Może jeszcze daleko mi do Hermiony, ale chcę umieć jak najwięcej, skoro mam okazję i podane pod nos.
Było zbyt pięknie. Właśnie kończyłam referat na transmutację, gdy usłyszałam jakieś kroki.
- Tutaj jest- usłyszałam głos Flory i po chwili wkroczyły bliźniaczki i... Lew...
- Panduora!- ucieszył się i zaraz usiadł obok mnie.
- To my wam już nie przeszkadzamy- stwierdziła Hestia i wyszły. Chciałam je zamordować, ale powstrzymałam się. Miałam inny problem na głowie...
- Dlaczeguo ty nie z nami?- spytał.
- Mam sporo prac domowych i nauki, po za tym nie przepadam za takimi balangami- odpowiedziałam i odlożyłam książkę od Historii Magii.
- Ja tu przyszedł, bo ja chciał cjebia zapruosić na bal- powiedział. Ta informacja mnie zaskoczyła. Chciałam iść na bal, ale nie do końca z nim...
- Myślałem, że pójdziesz z jakąś koleżanką ze szkoły- stwierdziłam.
- Ja bardzuo chciał z tobą- odpowiedział. Cóż, nie pozostało mi nic innego, jak się zgodzić.
- Dzięki, chętnie pójdę- Lew uśmiechnął się szeroko. Zaczął mi opowiadać o koleżankach ze szkoły. Moje pierwsze wrażenie było zgodne z tym, co mówił. Większość uczennic Durmstrangu zachowywało się jak chłopczyce.
Udało mi się zjeść obiad w spokoju. Były moje ulubione piersi z kurczaka w panierce i do tego ziemniaki z surówką warzywną. Jeśli te skrzaty domowe robią te posiłki, to nie chcę, by je zwolnić. Pracują legalnie i robią to, co kochają. Pewnie chłopaki ciągle to powtarzają Hermionie. Wychodząc z Wielkiej Sali, zauważyłam ją razem z Krumem. Stali pod ścianą i o czymś rozmawiali. Wyglądali na bardzo pochłoniętych tą rozmową. Czyżby byli parą? Nie pomyślałabym, że takiego mięśniaka jak Krum może zainteresować subtelna Hermiona. Ale wyglądali uroczo. Postanowiłam nie wracać od razu do pokoju wspólnego. Przeszłam się po patio i wróciłam. Na szczęście uczniowie Durmstrangu się rozeszli i był już spokój. Dokończyłam swoje rzeczy i napisałam list do rodziców, żeby przysłali mi rzeczy na bal. Gdy pomyślałam o tym balu, to czułam się trochę nieswojo. Chciałam się odciąć od podejrzeń o chodzenie z Lwem, ale chyba to zrobię, jak on wróci do swojej szkoły. Postanowiłam po prostu się dobrze bawić. Skoro miałam okazję pójść na bal, pewnie jako nieliczna z trzeciorocznych, to nie będę się zamartwiać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz