piątek, 30 sierpnia 2013

Rozdział II

Profesor Moody jest trochę szalony, ale jego lekcje są bardzo ciekawe. Jest cięty na sługów Lorda Voldemorta. Musi naprawdę ich nienawidzić. Hagrid mi opowiadał dużo na temat czasów, kiedy Voldemort i jego poddani terroryzowali świat czarodziejów. Wiele rodzin go popierało a osoby, które się do niego przyłączyły napawały krewnych dumą. Co ciekawe, niektórzy żyją na wolności, jak chociażby ojcowie Bandy Malfoya. Miałam okazję widzieć pana Malfoya i nawet mi pasuje na takiego śmierciożercę. Szkoda, że Teodor też ma takiego ojca, bo zdołałam go polubić. Napisałam o śmierciożercach moim rodzicom i dokładnie wyjaśniłam im, co się wtedy działo. Niesamowite... Gdzieś tam Voldemort mordował ludzi, a w tym samym czasie mój tata rozkręcał swoją firmę szyjącą garnitur. Mama wtedy ukończyła studia i zaczęła pracę jako sekretarka w kancelarii adwokackiej. 

Do Hogwartu przybyły już reprezentacje szkół, które biorą udział w Turnieju Trójmagicznym. Najpierw na niebie ukazał się powóz, ciągnięty przez piękne, złotawe konie ze skrzydłami. Następnie, z jeziora wyłonił się ogromny żaglowiec. Gdy delegacje wysiadły ze swoich pojazdów, skierowaliśmy się do Wielkiej Sali, gdzie szybko zajęliśmy miejsca przy swoich stołach. Nastąpiła prezentacja szkół i oficjalne powitanie. Durmstrang zasiadł przy naszym stole, a ta druga szkoła zajęła miejsca przy stole Krukonów. Malfoy i jego koledzy zaraz zaczęli bajerować jednego z gości.
- Draco już się wziął za Kruma- mruknęła Hestia.
- Za kogo?- spytałam, zaskoczona, skąd ona zna jego nazwisko.
- Wiktora Kruma- wyjaśniła Flora- on występował na mistrzostwach quidditcha, nie pamiętasz?
- Ach...- tyle mnie ominęło- no jasne, zapomniałam. I co, Draco chce być jego przyjacielem?
- Na to wygląda- stwierdził Teodor. Obserwowałam uczniów z Durmstrangu. Mieli takie eleganckie, krwistoczerwone płaszcze i wyglądali na bardzo poważne osoby, z którymi nie warto zadzierać. Wtem jeden z przybyłych spojrzał w moją stronę i puścił do mnie oko. Zaczerwieniłam się i zajęłam swoim jedzeniem. Ukradkiem spoglądałam, jak wygląda ten ktoś. Miał czarne, kręcone i do ramion włosy i równie ciemne oczy. Na moje oko, pasował do typu typowego Rosjanina. Na mojej ulicy mieszka rodzina z tego kraju i ich syn ma podobne cechy wyglądu. Pewnie ta szkoła znajduje się w takich okolicach. Nie chciałam mieć do czynienia z dziewczętami Durmstrangu, bo wyglądały na siłaczki. Były równie głośne co ich koledzy i nie żałowały wina. Przyjrzałam się uczniom francuskiej szkoły. Ich mundurki wyglądały na zwiewne i eleganckie. A ich właściciele na osoby delikatne i kulturalne. Nasi chłopcy spoglądali na żeńską część reprezentacji. Zauważyłam, ze niektórzy trzęśli się z zimna. No tak, Francja jest cieplejszym krajem a w Hogwarcie jest zimno dla nich. W pewnej chwili Dumbledore wstał i nastąpił koniec uczty. Dopiero teraz zauważyłam, że przy stole nauczycielskim siedzą nowe osoby. Najpierw zauważyłam wysoką kobietę w atłasowym płaszczu i ozdobami ze złota, przewyższająca nawet Hagrida. Blisko niej siedział średni pan z kręconymi włosami oraz długą brodą, w ciemnym płaszczu. Po drugiej stronie stołu siedzieli dwaj panowie, jeden szeroki a drugi drobny, w płaszczu i cylindrze. 
- Moi drodzy!- zawołał nasz dyrektor- czas, by wprowadzić niezależnego sędziego- po chwili na środek sali wprowadzono wielką czarę, w której płonął błękitny płomień.
- Czara ognia, którą macie przed sobą, dokona wyboru kandydata- wyjaśnił profesor Dumbledore- osoby zdecydowane wziąć udział w turnieju, niech wrzucają do niej karteczki z imionami i szkołą, do której należą. Przypominam, że kandydaci muszą mieć ukończone 17 lat. Nie próbujcie oszukiwać, bo może się to dla was źle skończyć. Wszyscy chętni mają czas do jutra na zgłoszenie kandydatury. Proszę poważnie przemyśleć swoją decyzję, ponieważ po wyborze nie ma odwrotu! Dla bezpieczeństwa narysowana będzie linia wieku. Przekroczyć ją będą mogli tylko pełnoletni.
Na tym skończyła się uczta w Wielkiej Sali. Jestem ciekawa, kto będzie reprezentował naszą szkołę. W trakcie powrotu zaczepił mnie ten uczeń Durmstrangu.
- Czejsc!- przywitał się z rosyjskim akcentem.
- Cześć- odpowiedziałam, coraz bardziej zawstydzona. Nie miałam za bardzo ochoty na tą rozmowę.
- Jestjem Ljew Lovkach- przedstawił się i wyciągnął rękę- Milo mi cję poznjac!
- Mi również miło, Pandora Hill- odpowiedziałam i odwzajemniłam gest. Wtedy on delikatnie ujął moją dłoń i pocałował. Dawno nie spotkałam kogoś, kto by tak robił.
- Jestjeś przesljiczna!- stwierdził a ja zrobiłam się czerwona jak piwonia- już z daljeka cię dojrzałem.
- Wow, Pandy!- zawołała Hestia.
- Cicha woda z ciebie!- dodała Flora i obie zachichotały. Chciałam się jakoś usprawiedliwić, ale głos uwiązł mi w gardle.
- Nje przejmuj sję- powiedział- są zazdruosne- te słowa mnie pocieszyły. Ten Lew wydawał się miły. Mam nadzieję, że nie będzie zbyt natarczywy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz