poniedziałek, 30 września 2013

Rozdział IX

Bałam się, że mogłam zranić Lwa. Nie chciałam, by się ode mnie odwrócił. Nie chcę mu dawać nadziei. Trwała długa cisza. Byłam pewna, że odejdzie, albo się na mnie wydrze. Temperament Rosjan znam z opowieści.
- Rozumjem- odpowiedział i uśmiechnął się- Głupjo mi, przepraszum.
- Nie masz za co- pocieszyłam go- nie czujesz się zraniony?
- Nje- zdziwiło mnie to. Ale postanowiłam nie wnikać i przyjęłam to do wiadomości. Wróciliśmy do sali i akurat zaczął się koncert Fatalnych Jędz. Szybko wciągnęliśmy się do zabawy. Muzyka była rewelacyjna. Koncert trwał do północy. Po tej godzinie zakończył się bal i musieliśmy wracać do swoich dormitoriów. Lew odprowadził mnie pod drzwi.
- Dziękuję za wspaniałą zabawę- powiedziałam przed pożegnaniem- byłeś wspaniałym towarzyszem.
- I ja tjeż dziękuję- odpowiedział- do zuobaczenja po ferijach.
- Dobranoc- szybko wróciłam do dormitorium, przebrałam się w piżamę i poszłam spać. Chyba kłamał, że nie czuje się zraniony. Taka krótka rozmowa nie była do niego podobna. Ale nie dziwię się. Mam nadzieję, że przez ferie ochłonie i będziemy się dalej przyjaźnić. Jest mi przykro, że go tak zraniłam, ale powiedziałam prawdę.

Po feriach wróciłam do szkoły, zupełnie zapominając o Lwie. Ferie zawsze są dobrą okazją do odpoczynku i nabrania nowych sił. Razem z Colinem rozmawialiśmy o prezentach, jakie otrzymaliśmy. Dopiero następnego dnia wróciły wspomnienia.
- Panduora- znajomy głos sprawił, że poczułam ścisk w żołądku.
- Cześć Lew- przywitałam się- jak tam?
- Haraszo- stwierdził- a u cjebie?
- W porządku- odpowiedziałam.
Rita Skeeter zrobiła wielkie świństwo. Nienawidzę jej. Ginny i Ron pokazali mi gazetę, w której ona napisała, że Hagrid miał matkę olbrzymkę, ona była zabójczynią a on jest niebezpieczny i nieprzewidywalny. On teraz zniknął, a lekcje prowadzi za niego jakaś profesorka z ministerstwa. 
Po paru dniach wróciła rutyna. Jedyne, co mnie zaniepokoiło, to częsta obecność Katji w moim otoczeniu. Tak jakby mnie obserwowała. Miałam ochotę do niej podejść, ale chciałam porozmawiać o tym z Lwem.
- Coś zaszło między wami?- spytałam. Wskazałam mu ruchem głowy stojącą pod ścianą Katję.
- Nje- odpowiedział zdziwiony- a dlaczeguo ona tutaj?
- Myślałam, że wiesz...
- Ona chiba myślji, żie my razem- odpowiedział- jest zazdruosna.
Po podwójnych eliksirach rozmawiałam z Colinem o tych odznakach. Powiedział mi, że próbował z bratem je zmienić, ale z "Potter cuchnie" zmieniło się na "Potter naprawdę bardzo cuchnie". Wybuchłam śmiechem. Pokazał mi ją. Malfoy się naprawdę postarał, żeby jego kretyński wynalazek był jeszcze bardziej kretyński.
- Strasznie mi głupio- stwierdził, gdy siedzieliśmy w Wielkiej Sali podczas lunchu- chciałem mu pomóc, a bardziej zaszkodziłem.
- Nie przejmuj się- pocieszyłam go- Harry wie, że ma za sobą fanów i to jest najważniejsze.
- Racja- Colin uśmiechnął się. Wpatrując się w tą odznakę pomyślałam, że nie stoi za tym Cedrik. Wiele osób ma o nim dobre zdanie a on sam wygląda na osobę, która idealnie pasuje do Puchonów.

Na dzień przed drugim zadaniem nabrałam odwagi i postanowiłam porozmawiać z Katją, dlaczego się we mnie wpatruje.
- Czego chcesz ode mnie?- spytałam.
- Ja?- spytała, udając zdziwienie-nic!
- To dlaczego ciągle się na mnie patrzysz?- nie wiem, czy ją to zaskoczyło, ale nie odezwała się. Po chwili zakryła twarz dłonią i poprawiła włosy z czoła.
- Ja ljublju Ljew! On ukuochanjy!- dostrzegłam łzę spływającą z jej oka. W jednej chwili zrobiło mi się jej żal. Nie czułam do niej złości. Ona bardzo przeżyła rozstanie z nim. Muszę jej pomóc.
- Pomogę ci- postanowiłam. Spojrzała na mnie zaskoczona.
- Mnje?- spytała- Puomuc? Paczjemu?- W tym momencie pomyślałam, że powinnam podziękować mojemu tacie za naukę podstaw rosyjskiego.
- Zacznijmy od tego, że ja nie jestem z Lwem- wyjaśniłam- nigdy nie chciałam, by był moim chłopakiem. Jest mi ciebie szkoda, dlatego spróbuję cię ponownie połączyć z nim.
- Sbasjiba, Panduora!- pierwszy raz od długiego czasu zobaczyłam na jej twarzy uśmiech. Byłam szczęśliwa, że do tego doprowadziłam. Mam nadzieję, że Lew się na mnie nie obrazi.
- Podziękujesz, jak będziecie razem- odpowiedziałam- postaram się was umówić razem w jakimś miejscu. Tylko się nie wygadaj, bo się nie uda.
- Duobrzie- zgodziła się.
I w taki sposób zostałam pierwszą swatką w świecie czarodziejów....

sobota, 28 września 2013

Rozdział VIII

Dzisiaj dzień balu. Nie mogę się doczekać. Udało mi się utrzymać w tajemnicy przed większością kolegów i koleżanek fakt, że idę. Napisałam list do rodziców z życzeniami świątecznymi. Tak bardzo chciałam się z nimi zobaczyć. Nie mogłam się doczekać ferii. Wróciłam do szkoły. O 16.00 zaczęły się przygotowania.

O godzinie 19.30 czekałam na Lwa przy schodach. Widziałam inne pary przemykające po korytarzu. Ten cały bal bardzo mnie stresował. Do tego pierwszy raz miałam na nogach buty na obcasie. Widziałam wiele znajomych twarzy. Wszyscy wyglądali wspaniale, najbardziej Hermiona.
Zaczęłam się denerwować, bo zbliżała się godzina rozpoczęcia balu a nigdzie nie widziałam swojego partnera. Wkrótce przyjdą reprezentanci a ja tego nie zobaczę...
- Panduora!- poczułam jak kamień spadł mi z serca. Lew biegł po schodach, w krwistoczerwonym stroju ze swojej szkoły.
- Gdzieś ty był?!- spytałam zdenerwowana.
- Katja nie chciaua mienia puścjić!- wyjaśnił i chwilę odsapnął. Doprowadził się do porządku i weszliśmy do środka. Po chwili nastąpiło rozpoczęcie. Czwórka reprezentantów ze swoimi towarzyszami weszli na środek sali. Teraz stwierdzam, że gdyby Harry mnie zaprosił, to czułabym się okropnie, gdyby spojrzenia wszystkich osób na sali były skierowane na mnie. Trochę mnie zaskoczyło, że on wybrał Parvati. Ona w swoim sari prezentowała się wspaniale. W końcu nadszedł ten moment...
- Czi muożna prosic?- spytał, wyciągając dłoń. Położyłam swoją i zaczęliśmy tańczyć. Nie myślałam, że Lew okaże się wspaniałym tancerzem.
- Wiglądasz wspanialje- pochwalił strój.
- Dziękuję. Ty również- odpowiedziałam. Zupełnie zapomniałam o rzeczywistości. Przemykając między innymi parami czułam się szczęśliwa. Ostatnio mogłam się tak bawić na balu przebierańców w drugiej klasie szkoły podstawowej.
Po zakończonym tańcu usiedliśmy przy stoliku. Czekała na nas przygotowana kolacja i szampan w kieliszkach. Kiedyś próbowałam szampana, ale nie smakował mi.
- Może tuoast?- spytał nagle Lew. Zaskoczyło mnie to.
- Z jakiej okazji?
- A z okazj teguo balu, da?- zaproponował. Zgodziłam się. Stuknęliśmy się kieliszkami i wypiliśmy troszkę. Nie było takie złe. Zajęliśmy się jedzeniem. Było jak zawsze dobre. Kątem oka dojrzałam Teodora, siedzącego tyłem do Dafne. Ona za to rozmawiała z jakąś koleżanką. Jemu chyba nie zależało na opiece nad koleżanką. To bardzo nieładnie z jego strony. Jako dobrze wychowany mężczyzna powinien chociaż trochę dotrzymać jej towarzystwa. Wtem jego spojrzenie skierowało się w moją stronę. Uśmiechnęłam się do niego. Odpowiedział lekkim uśmieszkiem i poszedł. To już było naprawdę nie fair.
- Cuo sję stało?- spytał Lew.
- Mój kolega opuścił swoją towarzyszkę- odpowiedziałam- a co dziwniejsze, ona się tym nie przejmuje i plotkuje sobie z koleżanką.
- Tuo bardzuo nieładnie- potwierdził moją opinię- ja cjebia nigdy bim nie zuostawił samej.
- Bo jesteś dobrze wychowanym mężczyzną- uśmiechnęłam się- a on widać niezbyt...
Większość balu tańczyłam z różnymi osobami. Żałowałam, że nie ma tu Colina, ale nie wyobrażam sobie, by mógł zostać zaproszony przez starszą dziewczynę. Przed koncertem Fatalnych Jędz wrócił Teodor. Skorzystałam z okazji i podeszłam do niego.
- Czemu nie zajmujesz się Dafne?- spytałam- bardzo mnie rozczarowałeś.
- A co ci do tego?- chyba się oburzył- nie jest moją dziewczyną i nie potrzebuje opieki. Z tego co widziałem, ona też się tym nie przejęła.
- Akurat udało jej się znaleźć wolną koleżankę, bo by mogła siedzieć i patrzeć w ścianę- chciałam mu zwrócić uwagę- mężczyzna, który jest dobrze wychowany, nie postępuje tak. Nawet jeśli ona cię nie interesuje, to mógłbyś się nią zająć.
- A ty kim jesteś, żeby mi mówić, co mam robić, a co nie?- zirytował się i usiadł obok Dafne. Machnęłam ramionami i wyszłam z sali, żeby się przewietrzyć. Zawsze uważałam Teodora za ułożonego chłopaka. Trochę mi przykro, że Dafne została tak potraktowana. Dobrze, że udało jej się jakąś zająć czas. Mam nadzieję, że moja uwaga wpłynie jakoś na jego zachowanie i da mu do myślenia.
- Panduora?- obok mnie pojawił się Lew- wszystkuo haraszo?
- Tak- odpowiedziałam- niedługo koncert Fatalnych Jędz a ja chciałam chwilę odpocząć.
- Buo ja...- zaczął niepewnie- spójrz na mienia...- zaskoczyła mnie jego prośba, ale zrobiłam to, co mi kazał. On ścisnął mnie za ramiona i spojrzał głęboko w oczy.
- Lew...?- Nie wiedziałam, co się dzieje. Księżyc oświetlił częściowo nas i podłogę.
- Ja cjebja lublju...- mimo, że domyślałam się tego, doznałam szoku- ty jestjeś maja wymarzuona. Od pierwszeguo wejrzenja- nikt mi nigdy tak nie powiedział. Przypomniała mi się rozmowa z Hagridem. Będę musiała mu dać jednoznaczną odpowiedź...
- Lew, to bardzo miłe słowa- zaczęłam- ale ja nie odwzajemniam twoich uczuć- to go zaskoczyło, chyba jeszcze bardziej niż mnie jego wyznanie. Nie mogłam dać innej odpowiedzi- przepraszam. Bardzo ciebie lubię, jesteś naprawdę fajnym kolegą, ale tylko kolegą. Cieszę się, że ciebie poznałam i przyjaźń z tobą jest dla mnie bardzo cenna...- czas się zatrzymał.

piątek, 27 września 2013

Rozdział VII

Po obiedzie przyszła do mnie paczka od rodziców. To, co w niej znalazłam, przekroczyło moje oczekiwania. Piękna, długa suknia, marszczona na dole, bez okrycia na ramiona, atłasowe pantofelki i nawet zestaw spinek do włosów. W liście mama wyjaśniła mi, że to jej sukienka z balu szkolnego, gdzie przebrała się za księżniczkę. Zostawiła ją, ze względu na drogi materiał, ale też dlatego, bo chciała go dać swojej przyszłej córce. Zachowała się w dobrym stanie, więc mogła mi ją wysłać bez wyrzutów sumienia. Razem z tatą życzyli mi dobrej zabawy i przestrzegli, bym uważała na alkohol i zachowanie Lwa. Gdy spojrzałam na spinki, zaczęłam zastanawiać się nad fryzurą. Zwykle włosy miałam związane w dwa kucyki. Tak ciężko je ogarnąć...
W sobotę przeszłam się do Hogsmeade. Chciałam znaleźć coś na włosy, bym mogła je jakoś uformować.  Weszłam do Derwisza i Bangesa. Przechodząc między półkami miałam coraz większy mętlik w głowie. Było tyle różnych specyfików, szamponów i żeli. W zamyśleniu wpadłam na kogoś.
- Przepraszam- mruknęłam. Okazało się, że to była Hermiona.
- Nic się nie stało- odpowiedziała- co tu robisz?
- Szukam czegoś do włosów- odpowiedziałam i spojrzałam na półkę, przy której stała koleżanka. Stały tam butle żelu Ulizanna.
- Słyszałam, że to jest dobre- powiedziała i sięgnęła po jedną butelkę.
- Ty też czegoś szukasz?- spytałam. Ona lekko się zaczerwieniła.
- Tak... Idę na bal...
- Krum cię zaprosił?- uśmiechnęłam się na widok jej zaskoczonej miny.
- Skąd wiesz?
- Widziałam was razem- wyjaśniłam- mnie zaprosił jego kolega, Lew.
- O, to gratulacje- Hermiona lekko się uśmiechnęła i spojrzała na butelkę trzymaną w rękach- chcę jakoś ładnie ułożyć włosy. A ty?
- Ja właśnie nie wiem- odpowiedziałam i westchnęłam- nie mam kompletnie żadnej wizji swojej fryzury.
- Moim zdaniem, tobie pasuje iść w rozpuszczonych- wtrąciła się Ginny i stanęła obok Hermiony- przepraszam, usłyszałam waszą rozmowę i zaciekawiła mnie.
- Mam iść w rozpuszczonych?- zdziwiłam się- ciężko mi ogarnąć te włosy...
- Mogę ci pożyczyć troszkę Ulizanny- zaproponowała starsza Gryfonka- myślę, że jak nałożysz ją na boki i jakoś zwiążesz, to będzie świetnie.
- Przychylam się do opinii- dodała Ginny- ja też idę na bal, z Neville'm.
- To fajnie, że będę miała jakieś towarzystwo- zaśmiałam się. Hermiona zakupiła butelkę i w trójkę przeszłyśmy się po Hogsmeade.

W wieczór przed balem dostałam od Hermiony troszkę Ulizanny. Potem poszłam na kolację. Usiadłam obok Teodora, który jadł w samotności.
- Wszystko w porządku?- spytałam.
- Jak najbardziej- odpowiedział- czemu pytasz?
- Zobaczyłam, że siedzisz sam i trochę mnie to zaskoczyło- wyjaśniłam- dlatego tutaj przyszłam.
- Lubię siedzieć sam- powiedział- nie muszę nikogo słuchać.
- Ja lubię towarzystwo. Nie wyobrażam sobie, że mogłabym przesiadywać w samotności.
- Czasami bycie samemu jest potrzebne. Wtedy można słyszeć własne myśli i odpocząć od jazgotu innych.
- W sumie...- postanowiłam nie zagadywać więcej i zająć się jedzeniem. Teodor od zawsze był samotnikiem. Wolał spędzać czas samotnie. Miał dobre stosunki z innymi, szczególnie z Malfoyem, ale i tak chodził własnymi drogami. Trochę mnie intrygował. Obserwowałam go ukradkiem. W swoim chorowitym wyglądzie zachował urodę.
- Maja Panduora!- nagłe pojawienie się Lwa tuż obok mnie sprawiło, że o mało nie dostałam zawału.
- Witaj Lew- odpowiedziałam zakłopotana.
- Gotuowa na bal?- spytał- ja nie mogę sję doczekacj!
- Ja również- stwierdziłam. On usiadł z kolegami a ja odetchnęłam.
- No proszę, czyli przyjaźń między tobą a tym Lwem to jednak coś więcej?- spytał Teodor, uśmiechając się. Poczułam, że moja twarz zalewa się czerwienią.
- Lubię Lwa, on mnie też, więc jest super- wyjaśniłam- zaprosił mnie na bal, więc nie chciałam marnować okazji i zgodziłam się.
- Ja zaprosiłem Dafne Greengrass- powiedział- pomyślałem, że ten bal może być ciekawy.
- Lubisz Dafne?- zaskoczyła mnie ta wiadomość.
- Gdyby miała już jakiegoś partnera, to bym jej nie zapraszał- wykręcił się- byłbym w stanie zaprosić nawet Millicentę.
- Serio?- zaczęłam się śmiać. Ja nie wiem, jak on mógłby wytrzymać z rozgadaną i nadpobudliwą Millicentą. Spojrzał na mnie zdziwiony i po chwili sam zaczął się śmiać. Przedstawiłam mu wizję jego tańca z nią, gdzie zamiast skupić się na krokach słuchałby jej opowieści o przyjęciach rodzinnych, czy w czasie jedzenia kolacji odwróci jego uwagę a sama zje jego obiad.
- O, to rzadkość widzieć ciebie uśmiechniętego- stwierdziła Dafne, która przyszła z koleżankami.
- Udało mi się go rozśmieszyć- wyjaśniłam. Po chwili przyszła Millicenta i zaczęła opowiadać o swojej kreacji.

czwartek, 26 września 2013

Rozdział VI

W sobotę nie miałam żadnych planów na wyjście. Czekało mnie sporo nauki i prac. Postanowiłam, że do obiadu powinnam chociaż w połowie wszystko zrobione. Ale moi kochani koledzy zrobili balangę i zaprosili reprezentantów Durmstrangu. Zaczęłam żałować, że tutaj nie działają technologie, to bym sobie włączyła radio. Nigdy nie lubiłam takich głośnych imprez.
- O, ty tutaj?- zza drzwi wychyliła się Dafne.
- Chce poświęcić czas nauce- odpowiedziałam- nie lubię takich hałaśliwych zabaw.
- Ja też nie przepadam- stwierdziła- to miłej nauki.
- Dzięki- odpowiedziałam z uśmiechem. Gdy poszła, przebrałam się w coś cieplejszego. Moja piżama niezbyt się nadawała do długiego siedzenia. Założyłam sweterek i grube spodnie. Praca w samotności bardzo mi się podobała. Wychodzę na jakiegoś kujona, ale naprawdę lubię się uczyć. Może jeszcze daleko mi do Hermiony, ale chcę umieć jak najwięcej, skoro mam okazję i podane pod nos.
Było zbyt pięknie. Właśnie kończyłam referat na transmutację, gdy usłyszałam jakieś kroki.
- Tutaj jest- usłyszałam głos Flory i po chwili wkroczyły bliźniaczki i... Lew...
- Panduora!- ucieszył się i zaraz usiadł obok mnie.
- To my wam już nie przeszkadzamy- stwierdziła Hestia i wyszły. Chciałam je zamordować, ale powstrzymałam się. Miałam inny problem na głowie...
- Dlaczeguo ty nie z nami?- spytał.
- Mam sporo prac domowych i nauki, po za tym nie przepadam za takimi balangami- odpowiedziałam i odlożyłam książkę od Historii Magii.
- Ja tu przyszedł, bo ja chciał cjebia zapruosić na bal- powiedział. Ta informacja mnie zaskoczyła. Chciałam iść na bal, ale nie do końca z nim...
- Myślałem, że pójdziesz z jakąś koleżanką ze szkoły- stwierdziłam.
- Ja bardzuo chciał z tobą- odpowiedział. Cóż, nie pozostało mi nic innego, jak się zgodzić.
- Dzięki, chętnie pójdę- Lew uśmiechnął się szeroko. Zaczął mi opowiadać o koleżankach ze szkoły. Moje pierwsze wrażenie było zgodne z tym, co mówił. Większość uczennic Durmstrangu zachowywało się jak chłopczyce.

Udało mi się zjeść obiad w spokoju. Były moje ulubione piersi z kurczaka w panierce i do tego ziemniaki z surówką warzywną. Jeśli te skrzaty domowe robią te posiłki, to nie chcę, by je zwolnić. Pracują legalnie i robią to, co kochają. Pewnie chłopaki ciągle to powtarzają Hermionie. Wychodząc z Wielkiej Sali, zauważyłam ją razem z Krumem. Stali pod ścianą i o czymś rozmawiali. Wyglądali na bardzo pochłoniętych tą rozmową. Czyżby byli parą? Nie pomyślałabym, że takiego mięśniaka jak Krum może zainteresować subtelna Hermiona. Ale wyglądali uroczo. Postanowiłam nie wracać od razu do pokoju wspólnego. Przeszłam się po patio i wróciłam. Na szczęście uczniowie Durmstrangu się rozeszli i był już spokój. Dokończyłam swoje rzeczy i napisałam list do rodziców, żeby przysłali mi rzeczy na bal. Gdy pomyślałam o tym balu, to czułam się trochę nieswojo. Chciałam się odciąć od podejrzeń o chodzenie z Lwem, ale chyba to zrobię, jak on wróci do swojej szkoły. Postanowiłam po prostu się dobrze bawić. Skoro miałam okazję pójść na bal, pewnie jako nieliczna z trzeciorocznych, to nie będę się zamartwiać.

wtorek, 24 września 2013

Rozdział V

Po Hogwarcie biega Rita Skeeter i gdy tylko może, zaczepia Harrego i osoby z jego otoczenia. Ale tak przekręca słowa, że wychodzi zupełnie coś innego, niż powiedzieli. Ja nie powiedziałam zbyt wiele, przez co moje słowa zupełnie się nie ukazały w gazecie. Wykreowała Harrego na płaczliwego i kochliwego chłopaka. W pokoju wspólnym mają z niego wielki ubaw. Szczególnie Draco, który ciągle czyta Proroka Codziennego. Do tego chodzą z idiotycznymi plakietkami, na których pojawia się najpierw napis "Kibicuj Cedrickowi Diggory'emu- prawdziwemu reprezentantowi Hogwartu" a po naciśnięciu zielonego przycisku "Potter cuchnie". To jest bardzo dziecinne. Bliźniaczki rozśmieszył ten pomysł, ale również uznały to za żałosne zachowanie. Podobnie Teodor.

Kolejna lekcja eliksirów zaczęła się zaskakującą informacją.
- Nim przejdziemy do zajęć- zaczął profesor Snape- chcę was powiadomić, że wkrótce odbędzie się bal bożonarodzeniowy. Wy, jako trzecioroczni nie macie wstępu na niego, chyba, że zaprosi was ktoś ze starszego roku. Tak to nie chcę was widzieć pałętających się po szkole w tamtym dniu. Zrozumiano?- pokiwaliśmy głowami. Szkoda, że nie mogliśmy pójść.

Zaczęło się szaleństwo zapraszania. Ja po cichu liczyłam, że pójdę z Harrym. Z tego co się dowiedziałam, on, jako reprezentant, otwiera bal razem z innymi. Po za tym on pewnie już miał jakąś dziewczynę na oku. Zdecydowałam, że zamiast rozmyślać o balu poświęcę czas nauce. Ostatnio zarobiłam dużo punktów na eliksirach i zaklęciach, więc chcę to kontynuować.
Uwielbiałam spędzać czas wolny przed obiadem na patio, z książką przed oczami. Usiadłam na kamiennym murku i zajęłam się studiowaniem mikstury upiększającej. Nie w celach własnych, tylko żeby być przygotowaną na następne zajęcia.
- Tu jesteś!- po chwili ujrzałam po prawej stronie Florę, a po lewej Hestię- co się tak ukrywasz?
- Chcę na świeżym powietrzu pouczyć się na następne zajęcia- odpowiedziałam i dalej czytałam sposób przyrządzania.
- A gdzie twój Baron Pechowiec?- spytała Flora i obie znów zaczęły się śmiać.
- Kto taki?- zdziwiłam się nazwiskiem które podały.
- No nie udawaj- Hestia uśmiechnęła się przebiegle- Lew, a kto inny?
- Nie wiem- odpowiedziałam- a co, chcesz żeby zaprosił cię na bal?
- A on ciebie nie zaprosił?- zdziwiły się. No przeszły same siebie. Zatrzasnęłam książkę, wiedząc, że one nie dadzą mi czytać.
- A czego się spodziewałyście?- spytałam- on na pewno jakąś swoją koleżankę zaprosi. My się tylko kolegujemy.
- Na pewno nie- stwierdziła Hestia- a ty go chyba specjalnie unikasz, co?
- Nie wasza sprawa- odpowiedziałam zirytowana tą rozmową.
- Ja na twoim miejscu bym się za niego wzięła- stwierdziła Flora- to bardzo przystojny facet- wstałam, zdenerwowana.
- No to droga wolna! Skoro tak ci się podoba, to może sama się nim zainteresuj! Dla mnie jest tylko kolegą- powiedziałam po czym poszłam do Hagrida. Nie wiem, dlaczego akurat do niego, ale stwierdziłam, że odwiedzę go. Na lekcjach nie mogliśmy rozmawiać o prywatnych sprawach. Znalazłam go przy pięknych koniach z Beauxbatons.
- Cześć Hagridzie- przywitałam się.
- Witaj, Pandoro!- odpowiedział- co cię do mnie sprowadza?
- Chciałam po prostu się z tobą spotkać i pogadać- stwierdziłam- jeśli oczywiście masz czas.
- Oczywiście!- poklepał konia po pysku- widziałaś kiedyś Abraksany?
- Nie- odpowiedziałam i spojrzałam uważnie na nie. Były wielkie i miały złotawą sierść. Robiły wrażenie.
- Cholibka, to są konie, do których trzeba mieć mocną rękę- stwierdził- chodźmy do domku, pogadamy- weszliśmy do środka. Zaraz, gdy usiadłam, Kieł położył mi swój łeb na kolanach. Zwierzyłam się z ostatnich wydarzeń. Wysłuchał mnie uważnie.
- No, to masz przekichane- stwierdził- ale nie marnuj nerw na to. Jak co do czego, to powiedz mu prosto z mostu i kóniec.
- Chyba tak zrobię. Jest bardzo fajny i prawdziwy z niego dżentelmen, ale jest ode mnie starszy i trochę narwany. Ja wolę spokojniejszych i młodszych niż on.
Rozmowa z Hagridem bardzo mi pomogła. Dostałam od niego wiele rad. Gdyby nie obiad, przesiedziałabym u niego do wieczora. 

Rozdział IV

Odbyłam pierwszą wizytę do Hogsmeade. Musiałam dać zgodę, którą podpisali rodzice. Miasteczko jest fantastyczne. Muszę koniecznie opowiedzieć o tym rodzicom. Odwiedziłam wszystkie sklepy, w tym Miodowe Królestwo i Scrivenshafta, który ma piękne pióra i dobrej jakości pergaminy. Sklep Zonka jest świetny, muszę częściej do niego przychodzić.

Dzień pierwszego zadania. Zajęłam miejsce między bliźniaczkami a Teodorem. Reprezentanci musieli zdobyć złote jajo, które pilnował smok. Martwiłam się o Harrego, żeby nic mu się nie stało. Tamci reprezentanci sobie poradzą, a Harry jest młodszy od nich. Z zamyśleń wyrwał mnie chichot bliźniaczek, które co chwilę na mnie spoglądały.
- Mogę wiedzieć, o co wam chodzi?- spytałam.
- Rozmawiamy o twoim chłopaku- odpowiedziała Hestia- jak wam się wiedzie?
- Jakim chłopaku?- zdziwiłam się.
- Pandora, ty masz chłopaka?- zainteresował się Teodor i uśmiechnął się lekko.
- Nie mam żadnego chłopaka!- zdenerwowałam się.
- A Lew?- odezwała się Flora- wszędzie razem ze sobą chodzicie!
- Lew nie jest moim chłopakiem- odpowiedziałam, chcąc zapaść się pod ziemię- po prostu się polubiliśmy.
- Aż za bardzo- stwierdziła Hestia i obie znowu zachichotały. Westchnęłam. Wkrótce rozpoczęło się pierwsze zadanie. Te smoki były bardzo niebezpieczne i trzeba było jakimś sposobem je ominąć. W czasie wykonywania tego zadania przez reprezentantkę Beauxbatons smok buchnął na nas ogniem.
- Ach!- zawołałam i złapałam rękaw Teodora. Gdy zorientowałam się, co zrobiłam, zrobiłam się cała czerwona i odsunęłam się.
- Te smoki nic nam nie zrobią- odpowiedział.
Gdy nadeszła kolej na Harrego, zaczęłam się bardzo denerwować. Ale nie miałam czym. Świetnie wybrnął, przywołując miotłę. Otrzymał tyle samo punktów co Krum, chociaż poszło mu lepiej. Ale to nie moja sprawa.

Hermiona wymyśliła jakiś dziwny Front Wyzwolenia Skrzatów Domowych. Zmusiła Harrego i Rona, by się przyłączyli. Próbowała nawet mnie wciągnąć, ale ja odmówiłam, ze względu na przynależność do domu, gdzie wiele rodzin ma skrzaty. Swoją drogą, ja też powiedziałam im, że mam kilka skrzatów, więc nie będę robiła z siebie dziwaczki.
- Dlaczego ona tak nagle zaczęła walczyć o te skrzaty?- spytałam Harrego i Rona podczas przerwy na lunch.
- W szkolnej kuchni pracuje dużo skrzatów- wyjaśnił Ron- one robią nam te wszystkie śniadania, obiady i lunche. Ale one dostają za to zapłatę, od dyrektora. Do Hermiony to nie dociera i chce by skrzaty zostały uwolnione.
- Biedna, przejęła się ich losem- zaśmiałam się.
- Męczy nas i innych- mruknął Harry- bardzo nas to denerwuje, ale nie zostawimy jej samej z tym.
- Bardzo ładnie z waszej strony- pochwaliłam ich. Wtem do sali weszła grupa z Durmstrangu, wśród której stał Lew.
- Schowajcie mnie jakoś!- poprosiłam szeptem. Na szczęście siedziałam tyłem do ściany. Chłopaki wyprostowali się. Lew usiadł tyłem do mnie, więc byłam spokojna.
- Czemu się chowasz?- zdziwili się. Zrobiłam się czerwona.
- Tam siedzi Lew- wyjaśniłam- on mnie bardzo lubi i ciągle ze mną przesiaduje. Bliźniaczki już plotkują, że to mój chłopak. Chcę trochę ograniczyć kontakty, żeby te plotki ucichły.
- Ach, to ten!- wtrąciła się Ginny- słyszałam o was- zrobiłam się jeszcze bardziej czerwona. Byli najgłośniejszą grupą. Zachowywali się, jakby siedzieli w barze.
- Ja na twoim miejscu bym chciała chodzić z takim przystojniakiem- stwierdziła Ginny, na co Ron zareagował, krztusząc się sokiem. Harry zaczął go poklepywać.
- On jest ode mnie starszy o 4 lata- odpowiedziałam- nie chcę chodzić z kimś tyle ode mnie starszym. Po za tym, nie szukam chłopaka. A do tego kręci się przy nim jego była dziewczyna, Katja. Powinien spróbować z nią znowu chodzić.
- Cześć- przysiadła się do nas Hermiona- przygotowałam plan pomocy skrzatom- spojrzała na swoich kolegów, na co oni nie zareagowali radośnie. Powstrzymując śmiech słuchałam ich z uwagą.

czwartek, 19 września 2013

Rozdział III

Mimo przybycia gości życie toczyło się dalej. Wciąż musiałam być uważna na lekcjach i uczyć się. Stwierdziłam, razem z Colinem, że nauczyciele mogliby trochę złagodnieć i nas tak nie męczyć.
Lew wciąż nie odpuszcza. Dosiadł się do mnie w czasie lunchu. Chciałam powtórzyć właściwości trucizn....
- Witaj Panduora!- przywitał się i usiadł na przeciwko mnie.
- Cześć Lew- odpowiedziałam i lekko się uśmiechnęłam. Na szczęście nie wzbudzałam większego zainteresowania, jako że uczniowie z delegacji próbowali się zaprzyjaźnić z naszymi. Bardziej ci z Durmstrangu, ale to szczegół.
- Co ruobisz?- spytał i nachylił się nad moją książką do eliksirów.
- Uczę się na eliksiry- odpowiedziałam- o truciznach.
- Truciznyj!- zainteresował się- bardzo njeprzyjemne tematy!
- Również za truciznami nie przepadam, ale muszę się tego nauczyć na pamięć- stwierdziłam.
- Daj spuokój!- zawołał i zamknął podręcznik- opuowiedz mi co o sobie. Buardzo chcialbym cję puoznać!
- Co?- zdziwiłam się tą propozycją. Dlaczego on się tak mną interesuje? Mam 13 lat a on 17! Pomyślałam, że podam mu takie fakty, które nie będą zbytnio wnikały w moją prywatność i nie brzmiały mugolsko.
- Więc... Jestem na trzecim roku nauki w Hogwarcie, lubię się uczyć i spacerować. Najbardziej lubię zaklęcia i eliksiry, jeśli chodzi o szkolne przedmioty.
- A muoże coś wjęcej?- spytał i zbliżył się twarzą do mojej.
- Lew!- zawołała jakaś kobieta. Spojrzałam w stronę dźwięku i ujrzałam wysoką uczennicę Durmstrangu, ubraną w mundurek. Miała proste włosy ciemnyblond do ramion, małe, ciemne oczy i była bardzo umięśniona. Rozmowa między nimi odbyła się po rosyjsku, ale obserwując emocje na twarzy i gesty mogłam wywnioskować, że jest zazdrosna. A więc Lew był zwykłym kobieciarzem i zdradzał swoją dziewczynę. Kłótnia zakończyła się uderzeniem Lwa w głowę i odejściem dziewczyny.
- Panduora, ja ciebie pszepraszuaju, alje wyniklo jakiejs njepuorozumjenje- powiedział zakłopotany.
- To twoja dziewczyna?- spytałam- jeśli tak, to nie dawaj jej powodów do zazdrości.
- Nje, nje!- zaśmiał się- to muoja koljeżanka Katja. Kjedyś byla muoja dzjewczina- wyjaśnił- wcjąż jest o mje zazdrousna.
- Na pewno?- nie byłam przekonana tym tłumaczeniem.
- Da, ja jej nie ljublu dlugo- odpowiedział a ja to przyjęłam jako prawdę. Nie będę wnikała w relacje, jakie ich łączą. Nie traktuję Lwa jako osoby, o którą powinnam walczyć.Wraz z zakończeniem turnieju on wyjedzie i skończy się podryw. Wraz z sygnałem na lekcję pożegnałam się i pobiegłam na eliksiry.

W czasie dużej przerwy Lew poprosił mnie, bym oprowadziła go po zamku. Stwierdził, że bardzo go zaciekawi historia Hogwartu i jego budowa. Mimo, że wolałam spędzić czas z Colinem czy bliźniaczkami, zgodziłam się. Pokazałam mu to, co sama znałam.
- Alje tutaj pjęknje- stwierdził- maja rodzjina też mjeszka w zamku.
- O, to zimno mają- stwierdziłam.
- Radzjimy sobie- odpowiedział- ten zamek to nasza roduowa siedzjiba- wyjaśnił.
- Należysz do rodziny z tradycjami- zauważyłam.
Wystawiłam złą ocenę Lwowi. Okazało się, że to jest bardzo miły i inteligentny chłopak. Imponuje mi jego znajomość dobrych manier, takich jak ustępowanie kobiecie w przejściu czy odsuwanie krzesła, gdy siada. Mimo tego nie wyobrażam sobie z nim związku. W ogóle nie wyobrażam sobie siebie w jakimś związku. To za wcześnie dla mnie. Mam nadzieję, że Lew zostanie moim kolegą i spotkam go jeszcze.

O 18.00 nastąpiło losowanie kandydatów. Byłam bardzo ciekawa, kto będzie reprezentował naszą szkołę. Wszyscy z wielką niecierpliwością oczekiwali wyników. Czara ognia wyrzuciła pierwszą karteczkę.
- Wiktor Krum!- oznajmił profesor Dumbledore. Uczniowie tej szkoły gromkimi brawami pożegnali kolegę, który musiał pójść do sąsiedniej sali, gdzie czekali sędziowie. Po chwili pojawiła się kolejna karteczka.
- Fleur Delacour!- ze strony tej szkoły było słychać umiarkowane oklaski. Reprezentantka dumnie oddaliła się od stolika i skierowała się tam, gdzie Krum. W końcu pojawiła się ostatnia karteczka.
- Cedrik Diggory!- nie znałam go wcześniej, ale gdy wstał, miałam okazję go zobaczyć. Był bardzo przystojny i wyglądał na miłego. Będę mu z chęcią kibicować. Uczta miała się za chwilę zakończyć, gdy nagle z tiary wypadła kolejna karteczka. Profesor Dumbledore przyjrzał się jej uważnie i prawie oniemiał.
- Harry Potter!- zawołał. Wszystkie spojrzenia skierowały się na chłopaka. On powoli wstał i poszedł do sali, gdzie byli już trzej reprezentanci. Gdy zniknął, rozeszliśmy się w ciszy do swoich pokoi.
- Potterek chciał być znowu gwiazdą i mu się udało!- stwierdził Draco- tylko jakim sposobem wrzucił tą kartkę?
- Pewnie mu ta szlama pomogła- stwierdziła Pansy- oni zawsze coś razem kombinują.
- Mam nadzieję, że przegra i coś sobie zrobi- mruknął Malfoy- co roku musi z czymś wyskoczyć i zwrócić na siebie uwagę!- na te słowa zagotowało się we mnie. Mimo, że przez 2 lata puszczałam jego uwagi mimo uszu, to tym razem nie wytrzymałam. Podeszłam do niego.
- To, że co roku zawsze dzieje się coś z jego udziałem, to nie jest jego wina! On, w przeciwieństwie do ciebie, wiele zrobił dla szkoły, nie dla sławy ale z dobroci! A ty, zakochany w sobie bachorze nie dorastasz mu do pięt!- po mojej obronie Harrego zapanowała cisza. Ja zabrałam książki i zamknęłam się w dormitorium.