wtorek, 20 sierpnia 2013

Prolog

5 sierpnia 1981

Dość przyjemna okolica, jak na małe miasteczko, dalekie od najbardziej znanego miasta Wielkiej Brytanii. Pachnące wiśnie, kwitnące róże I uśmiechnięci ludzie. W jednej chwili wszystko zniknęło, gdy na niebie ukazały się chmury, zasłaniając słońce. Kilka kropel pojawiło się na chodniku. Przyspieszyłam swój krok. Chyba pogoda solidaryzowała się z moim stanem emocjonalnym. Nikt nie widział moich łez. Gdy znalazłam swój cel, ostatni raz spojrzałam na swój skarb. Maleńką dziewczynkę zawiniętą w ogromny becik. Spała głęboko. Poprawiłam kaptur I podeszłam do drzwi. Delikatnie położyłam ją na wycieraczce I położyłam liścik obok niej.
- Moja maleńka- szepnęłam- niech twe imię zobowiąże cię, by za te kilka lat odkryć prawdę I wywołać zamieszanie- pogłaskałam ją delikatnie po główce- bądź, jak twa najsłynniejsza imienniczka. Kiedyś na pewno się spotkamy...- wstałam I wzięłam głęboki oddech. Napięłam mięśnie I w jednej chwili zapukałam do drzwi, po czym schowałam się za murem.
- Kto tam?- kobieta z wygładzonymi, ciemnymi włosami do ramion I garsonce wychyliła się zza drzwi. Rozejrzała się. W końcu znalazła zawiniątko.
- Olivio, patrz co znalazłam!- zawołała I obok niej pojawiła się młoda kobieta w białej bluzce I granatowej sukience. Obie spoglądały na moją córeczkę.
- Jak można porzucać takie malutkie dzieci?- spytała współpracowniczka I wzięła do rąk becik z dzieckiem- pani Madeline, tu jest jakiś liścik.
- Pewnie informacja o dziecku- stwierdziła I po chwili obie zamknęły drzwi. Teraz byłam pewna, że moje maleństwo trafi w dobre ręce. Deportowałam się do domu.

16 listopada 1981

Po skończonym obiedzie skrzaty domowe posprzątały naczynia. Ja podeszłam do okna a Ivan rozmawiał z moimi rodzicami. Coraz lepiej szła mu nauka naszego języka. Pogrążyłam się w rozmyślaniu. To, co musiałam zrobić parę miesięcy temu wciąż mnie bolało, jak ukłucie szpilki. Przez umysł przechodziły mi wizje mojej wymarzonej rodziny. Niestety, wszystko potoczyło się inaczej a najbardziej ucierpiała na tym moja córka. Jej imię jest moją małą zemstą, ale też specjalnym wyróżnieniem. Niech, mimo cierpienia I tylu przykrości, które mogą ją spotkać, czuje się wyjątkowo.
- Anastazjo!- zawołał mój ojciec. Odwróciłam się, lekko przestraszona- zobacz!- na stół rzucił gazetę, Proroka Codziennego. Wyprostowałam gazetę I serce podeszło mi do gardła. Ten artykuł zmroził mi krew w żyłach.
- Przeczytaj na głos- poprosiła moja mama. Przełknęłam ślinę. 
- Torturożercy złapani! W nocy z dnia 24 na 25 września grupa czterech śmierciożerców została zatrzymana pod zarzutem torturowania I doprowadzenia do szaleństwa dwójki wybitnych aurorów, Franka Longbottom I jego żony Alicji. Oskarżeni, Bellatriks L., Rudolf L., Rabastan L., oraz Bartemiusz C. Junior wkrótce staną przed Wizengamotem. Grozi im za to dożywotni pobyt w Azkabanie...- po przeczytaniu artykułu odłożyłam gazetę. Zapadła cisza. Jak on mógł coś takiego zrobić? Tak potraktować niewinnych ludzi?
- Właśnie dlatego nie pozwoliliśmy ci na ślub z tym draniem- powiedział ojciec. W jego głosie nie było słychać gniewu- jesteś wrażliwą dziewczyną. Wszystko zrobiliśmy dla twojego dobra.
- Sobaka!- zawołał Ivan, patrząc na okładkę gazety- u nas, takje osuoby nje majom życja!- rozpłakałam się.
- Ivan się tobą zaopiekuje- pocieszyła mnie mama I przytuliła- będziesz żyła z dala od tego wstrętnego śmierciożercy. A twoja córka będzie miała lepsze życie- przestałam płakać.
- Przepraszam, muszę ochłonąć- powiedziałam I poszłam do ogrodu. Ja wiedziałam, dlaczego to wszystko tak się potoczyło. Piękne słówka mnie nie oszukają. Gdybym nie oddała dziecka, byłabym panną z dzieckiem I przyniosła tym samym wstyd swojej rodzinie. A Ivan, jako jedyny, zgodził się wziąć mnie za żonę po tym wszystkim. Nie miałam nic do gadania. Albo zgoda na warunki ojca, albo tułaczka I wieczna hańba. Teraz założę nową rodzinę, wyczyn zostanie wymazany z pamięci a ja I Ivan będziemy dobrym małżeństwem. Wróciłam do rodziny. Nienawidzę go. Nienawidzę tego, który mnie oczarował, uwiódł a potem zostawił z dzieckiem. Nie chcę go znać. Od teraz odcinam się od przeszłości i zaczynam nowe życie. Jako Anastazja Lebiediew, z domu Burke.

                                                        *~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*

Mam nadzieję, że zainteresowałam tym wstępem kogoś...
Czytasz = komentujesz :)

2 komentarze:

  1. Ciekawe, ciekawe! Czekam na pierwszy rozdział! :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wielkie dzięki :) Już wkrótce dodam ten rozdział.

      Usuń