5 sierpnia 1981
Dość przyjemna okolica, jak na
małe miasteczko, dalekie od najbardziej znanego miasta Wielkiej
Brytanii. Pachnące wiśnie, kwitnące róże I uśmiechnięci
ludzie. W jednej chwili wszystko zniknęło, gdy na niebie ukazały
się chmury, zasłaniając słońce. Kilka kropel pojawiło się na
chodniku. Przyspieszyłam swój krok. Chyba pogoda
solidaryzowała się z moim stanem emocjonalnym. Nikt nie widział
moich łez. Gdy znalazłam swój cel, ostatni raz spojrzałam
na swój skarb. Maleńką dziewczynkę zawiniętą w ogromny
becik. Spała głęboko. Poprawiłam kaptur I podeszłam do drzwi.
Delikatnie położyłam ją na wycieraczce I położyłam liścik
obok niej.
- Moja maleńka- szepnęłam- niech
twe imię zobowiąże cię, by za te kilka lat odkryć prawdę I
wywołać zamieszanie- pogłaskałam ją delikatnie po główce-
bądź, jak twa najsłynniejsza imienniczka. Kiedyś na pewno się
spotkamy...- wstałam I wzięłam głęboki oddech. Napięłam
mięśnie I w jednej chwili zapukałam do drzwi, po czym schowałam
się za murem.- Kto tam?- kobieta z wygładzonymi, ciemnymi włosami do ramion I garsonce wychyliła się zza drzwi. Rozejrzała się. W końcu znalazła zawiniątko.
- Olivio, patrz co znalazłam!- zawołała I obok niej pojawiła się młoda kobieta w białej bluzce I granatowej sukience. Obie spoglądały na moją córeczkę.
- Jak można porzucać takie malutkie dzieci?- spytała współpracowniczka I wzięła do rąk becik z dzieckiem- pani Madeline, tu jest jakiś liścik.
- Pewnie informacja o dziecku- stwierdziła I po chwili obie zamknęły drzwi. Teraz byłam pewna, że moje maleństwo trafi w dobre ręce. Deportowałam się do domu.
16 listopada 1981
Po skończonym obiedzie skrzaty domowe
posprzątały naczynia. Ja podeszłam do okna a Ivan rozmawiał z
moimi rodzicami. Coraz lepiej szła mu nauka naszego języka.
Pogrążyłam się w rozmyślaniu. To, co musiałam zrobić parę
miesięcy temu wciąż mnie bolało, jak ukłucie szpilki. Przez
umysł przechodziły mi wizje mojej wymarzonej rodziny. Niestety,
wszystko potoczyło się inaczej a najbardziej ucierpiała na tym
moja córka. Jej imię jest moją małą zemstą, ale też
specjalnym wyróżnieniem. Niech, mimo cierpienia I tylu
przykrości, które mogą ją spotkać, czuje się wyjątkowo.
- Anastazjo!- zawołał mój
ojciec. Odwróciłam się, lekko przestraszona- zobacz!- na
stół rzucił gazetę, Proroka Codziennego. Wyprostowałam
gazetę I serce podeszło mi do gardła. Ten artykuł zmroził mi
krew w żyłach.- Przeczytaj na głos- poprosiła moja mama. Przełknęłam ślinę.
- Torturożercy złapani! W nocy z dnia
24 na 25 września grupa czterech śmierciożerców została
zatrzymana pod zarzutem torturowania I doprowadzenia do szaleństwa
dwójki wybitnych aurorów, Franka Longbottom I jego żony
Alicji. Oskarżeni, Bellatriks L., Rudolf L., Rabastan L., oraz
Bartemiusz C. Junior wkrótce staną przed Wizengamotem. Grozi
im za to dożywotni pobyt w Azkabanie...- po przeczytaniu artykułu odłożyłam gazetę. Zapadła cisza. Jak
on mógł coś takiego zrobić? Tak potraktować niewinnych
ludzi?
- Właśnie dlatego nie pozwoliliśmy
ci na ślub z tym draniem- powiedział ojciec. W jego głosie nie
było słychać gniewu- jesteś wrażliwą dziewczyną. Wszystko
zrobiliśmy dla twojego dobra.- Sobaka!- zawołał Ivan, patrząc na okładkę gazety- u nas, takje osuoby nje majom życja!- rozpłakałam się.
- Ivan się tobą zaopiekuje- pocieszyła mnie mama I przytuliła- będziesz żyła z dala od tego wstrętnego śmierciożercy. A twoja córka będzie miała lepsze życie- przestałam płakać.
- Przepraszam, muszę ochłonąć- powiedziałam I poszłam do ogrodu. Ja wiedziałam, dlaczego to wszystko tak się potoczyło. Piękne słówka mnie nie oszukają. Gdybym nie oddała dziecka, byłabym panną z dzieckiem I przyniosła tym samym wstyd swojej rodzinie. A Ivan, jako jedyny, zgodził się wziąć mnie za żonę po tym wszystkim. Nie miałam nic do gadania. Albo zgoda na warunki ojca, albo tułaczka I wieczna hańba. Teraz założę nową rodzinę, wyczyn zostanie wymazany z pamięci a ja I Ivan będziemy dobrym małżeństwem. Wróciłam do rodziny. Nienawidzę go. Nienawidzę tego, który mnie oczarował, uwiódł a potem zostawił z dzieckiem. Nie chcę go znać. Od teraz odcinam się od przeszłości i zaczynam nowe życie. Jako Anastazja Lebiediew, z domu Burke.
*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*
Mam nadzieję, że zainteresowałam tym wstępem kogoś...
Czytasz = komentujesz :)
Ciekawe, ciekawe! Czekam na pierwszy rozdział! :3
OdpowiedzUsuńWielkie dzięki :) Już wkrótce dodam ten rozdział.
Usuń